Wszystkie wpisy, których autorem jest Maria Łączkowska

Wiosna i Wielkanoc

DSC00236

Żeby zrobić wielki porządek, trzeba najpierw zrobić wielki bałagan. Prawda czy fałsz?

Fałsz- powie ktoś, żeby zrobić porządek, trzeba mieć bałagan. Hmmm, byli już tacy, co tak mówili.

A może, żeby zrobić porządek, trzeba dostrzec bałagan? Otóż to, otóż to.

Dostrzeżony bałagan zaczyna przeszkadzać, pojawia się pomysł zrobienia z tym „czegoś”. A pomysł, jak wiadomo, musi dojrzewać. A decyzja się odwleka i odwleka, jutro, no jutro już na pewno, nie, no jutro już na bank. Prokrastynacja czy jakoś tak na to uczenie mówią.

I wreszcie dzieje się to „coś”, najczęściej spada na głowę i nabija guza, a wtedy dość tego, nie jutro, dzisiaj!

No i tu pojawia się odpowiedź na początkowe pytanie. Jak się tak naprawdę ma bałagan, który się wreszcie dostrzeże, to niezależnie od liczby guzów, sińców, ran kłutych i ciętych, trzeba się zdobyć na wysiłek zrobienia na moment jeszcze większego bałaganu. Niech się opozycja nie chowa po kątach- wywala się na sam środek i zaczyna przez te hałdy przekopywać, ile by ich nie było.

Początkowo prawdopodobnie ogarnia neoficki zapał. Się zrobi i będzie pięknie. No będzie. W którymś momencie przychodzi zmęczenie- jeszcze tyle tego, może by tak do kartonu i pod łóżko, wróci się do sprawy później, kiedyś. Dobra, można na później, ale nie chowamy pod łóżko, bo pewnie szybko tam się nie zajrzy. Zostawić na środku, żeby pamiętać, przerwa jest potrzebna- ile można, ale niech leży, żeby wrócić na pewno.

Że to trwa? Że plecy bolą, skóra na dłoniach szorstka od kurzu ? Że już dość i  kto w ogóle miał taki głupi pomysł? Ale przecież … ma być pięknie.

I w końcu jest- udało się opanować bałagan, pozaglądać we wszystkie zakątki, poukładać na nowo i znaleźć w tym wszystkim sens. Jest pięknie! Ale… bałagan powróci, z pośpiechu, niecierpliwości, tak po prostu…  I nie ma na niego innej rady jak ta, by zabrać się za wielkie porządki, robiąc wielki bałagan, gdy się swój bałagan dostrzeże. I tak usque ad mortem ….

Cisza i nadzieja

DSC00234

Rekolekcje szkolne w podstawówce- bawimy się w radio. Trochę ruchu, parę pytań i odpowiedzi, a w tym wszystkim  dużo humoru. Dziennikarz powinien mówić prawdę, a żeby mógł, musi jej szukać. Cisza w radiu jako pustka jest niedobra, ale tylko w ciszy( bez zagłuszaczy) można dobrze usłyszeć słowo. Gdy mówi się do mikrofonu, warto się uśmiechnąć, wtedy głos inaczej brzmi. Taki sekret warsztatu dziennikarza?  A może po prostu sposób na życie?

Po kobiecemu

To był naprawdę dzień kobiet, a właściwie dzień spotkań z nimi. Najpierw msza święta w związku z  75.rocznicą podpisania przez Stalina dokumentu, który wielu kobietom odebrał mężów i ojców. Przez wiele lat spotykałam codziennie  Wdowę i Córkę Katyńską, nie wiedząc o tym aż do dnia pośmiertnych awansów dla oficerów – ofiar tej zbrodni . Dziś pod pomnikiem upamiętniającym ofiary Katynia i Sybiru spotykam trzy bliskie mi Córki Katyńskie- słowa nie potrafią wyrazić mojego szacunku i wdzięczności za to, że opowiadają swoją historię, za to, że są pięknymi kobietami, za ich niezłomność, wiedzę i ,,, poczucie humoru.Lubię tak po prostu z nimi choć chwilkę porozmawiać.

Popołudnie w kinie na przeglądzie filmów i dyskusji o roli kobiet w podziemiu.  Niezwykłe to, a może właśnie zwyczajne kobiety o przepięknych oczach- jest w nich i figlarny błysk, i zaduma, i ból. Jest opowieść o sanitariuszce z Powstania, która nie wierzy w przeznaczenie tylko w Boga i czuje, że przeżyła, by modlić się za tych, którzy zginęli. Jest film o dziewczynie Łupaszki, urzeka  piękny język jej opowieści i ogromna dyskrecja. Mobilizuje historia 98-letniej pani, która po prostu tak została wychowana- do działania tam, gdzie trzeba i wtedy, kiedy trzeba .  No i uderzająca skromność- na pytania o swoją działalność gość dyskusji odpowiada w kilku słowach i zaraz dzieli się historią gen. Elżbiety Zawackiej, kobiety, która mnie fascynuje. Jedynej kobiety wśród Cichociemnych, spośród których jednego miałam ogromne szczęście poznać, ale o tym innym razem.

Że używam wielkich słów, że to patos? Że tyle dużych liter?  Tak wyszło, samo.

Być kobietą…. taką jak one? Być kobietą po prostu.  Ustępowanie miejsca kobiecie, przepuszczanie w drzwiach, poniesienie torby, powstrzymywanie się od słów i tematów właściwych męskim rozmowom, całowanie w rękę jedynie w stosownych okolicznościach- to wszystko jest efektem wychowania przez mamę, która wychowuje mężczyznę, nie „faceta”. Że to małe, drobne sprawy? Kto w małych, ten i w wielkich się sprawdzi. Może warto życzyć sobie, by nie zabrakło miejsca dla konserwatywnych kobiet obok pań, które myślą inaczej. Pewnie warto, a miejsca na świecie jest dość. Dobrze  być”słabszą płcią”, tak naprawdę niezwykle silną.

 

Żołnierze i słowa

Po raz piąty obchodzony wywołał dyskusje- wyklęci czy niezłomni? Warto wrócić do genezy tego pierwszego słowa w odniesieniu do konkretnej grupy Polaków. Słowami różnimy się też, śpiewając jedną z pieśni, której geneza na pewno nie zapowiadała takiej”kariery”. Ale może to dobrze, może po prostu więcej starań trzeba wkładać w to, by widzieć i pokazywać wokół siebie to, co dobre, nie  zamykając oczu na to, co paskudne. Tak długo, póki co miesiąc w godzinie szczytu na 30-40 minut (całkiem legalnie) utrudniony jest ruch w centrum miasta, by grupa ludzi mogła skorzystać z demokracji tak, jak jej serce podpowiada,  nikt mnie nie przekona, że żyję w innym kraju, niż żyję. A żyję w kraju, w którym w środku dnia kościół wypełniony po brzegi ludźmi w różnym wieku, dla których ta obecność jest ważna. Gdzie po mszy większość osób czeka, aż zostaną wyprowadzone sztandary. Gdzie kilka par wybrało się na niedzielną randkę na plac, by zajrzeć do „namiotów Wyklętych”. Gdzie na przystanku tramwajowym w pobliżu tego placu, oczekujący na tramwaj tata z synem przeglądają komiksy o bohaterach, młody człowiek wertuje okolicznościową publikację, a mama dzwoni do córki, by posprzątała biurko, bo po obiedzie potrzebne będzie miejsce na układankę- sześćsetelementowe zdjęcie Marszałka Piłsudskiego. Gdzie czternastoletni chłopak z wielkim przejęciem śpiewa „Rotę” na zakończenie uroczystości, na które przyjechał sam, bo tata niestety ma dyżur. Gdzie inny chłopak- na oko student niezwykle elegancko i z ogromnym szacunkiem wita starszą niepozorną panią- nieznaną bohaterkę? Że za mało tych ludzi? Może i za mało, ale …. Cztery lata temu było ich mniej. I to jest ważne!

… nie ma na to rady …

Niby wiadomo, że ten moment miał nadejść, bo … unijne dotacje i zwyczajowy brak konsultacji z lokalną społecznością, ale ….

Zaczytana, podnoszę głowę, by sprawdzić, czy uda mi się z godnością opuścić pojazd przewozów regionalnych, czy też  należy w pośpiechu pozbierać manatki, żeby nie wysiadać trzy  kilometry za daleko od domu, co czasem mi się zdarza.

Podnoszę głowę i … widzę je, takie, jak były od dawna- smukłe, solidne, łączące cywilizację- peron z naturą- lasem ciągnącym się do Warty. Wciąż smukłe, wciąż solidne tylko… powalone.

Pytanie po co? By ustąpić miejsce szkaradnym ekranom? Że niby od lasu mają odgradzać,hałas powstrzymywać? Nie pytać o logikę!

Nie ma już tej i wielu innych kęp drzew, drzewek, zarośli dla wygody, postępu i nie wiadomo czego jeszcze. Nie będzie zatem zieleni cieszącej zmęczone miastem oko ani obserwacji saren, które odważnie wyłaziły poranną porą na peron, ale nigdy pod pociąg, bo głupie nie są. Tory wiodą przez las, który też paskudnie pokaleczono. Czy na pewno trzeba było?

Dziś z dotacji ekrany, kilka lat temu krawężniki na leśnej rowerowej drodze, a za kilka lat dotacja na nasadzenia pewnie.

Smutno w „parkowonarodowej” otulinie się zrobiło. I tylko … nie ma na to rady.  Są takie sytuacje, gdy wbrew logice, faktom i oczekiwaniom coś się dzieje lub nie dzieje. Ktoś próbuje dociekać, najpierw w grupie, potem zostaje sam, by do końca zadawać pytanie”dlaczego?”. Czasem, jak szachista próbuje pokazać kilka ruchów naprzód i ich konsekwencje. Tylko najczęściej po drugiej stronie ma klowna-odpowiedzią jest wyśmianie albo głaz- milczenie, bo”my wiemy lepiej” to jedyna reakcja. Jak się ma większego pecha, to szachistę mogą spotkać sankcje mniej lub bardziej dotkliwe. A drzewa i tak wytną! I na co szachiście satysfakcja po latach, gdy na pytanie „dlaczego?” powstanie kilka prac naukowych, ze dwie powieści z kluczem, a może nawet ktoś zechce wszcząć w sprawie postępowanie?

Że  przesadzam? No cóż, gdyby patrzeć z perspektywy małych brzózek rosnących przy peronie i sosenek o dwieście metrów oddalonych od europejsko fundowanej ścieżki edukacyjnej może tak? Ale jeśli spojrzeć z perspektywy niewypowiedzianej, która z żalem za każdym wyrąbanym drzewkiem się miesza, to może jednak nie?  A zresztą jakie to ma znaczenie dziś? Historia oceni. Jak zawsze. I to, co duże i to, co niewielkie. W otulinie też. A teraz? A teraz można się schronić. W otulinie też. Jeszcze ….

Moja opowieść o zwierzętach

DSC00233

A gdyby to była lwica, nie wahałaby się. Podjęta raz decyzja uruchamia dobrze wypracowane mechanizmy działania. Jest światło, jest wiedza, jest odpowiedzialność. Może trzeba zaryczeć, może trzeba podnieść umięśnioną łapę, może potrząsnąć płowym łbem nie spuszczając z przeciwnika wzroku. Zaraz, czy to jest przeciwnik? Lwica przychodzi po swoje, wie, że się jej należy. Nie,to nie wróg naprzeciwko, to problem do rozwiązania. Weźmie, co jej i każde pójdzie w swoją stronę, miejsca w dżungli dość.

A gdyby to była… wężyca, byłaby uparta. Jak odzyskać, co zabrane? Kolejne plaśnięcia ogona, punt po punkcie zbijają argumenty drugiej strony. Czujne spojrzenie powstrzymuje próby nieuczciwych zagrań. Wężyca cierpliwie czeka, nie, nie na błąd, na sprawiedliwy obrót spraw. Nie rusza się, nie syczy. Nie chce zastraszyć ani przegnać, po co? Czeka i jest bardzo cierpliwa, bardzo …..

A gdyby to była… łania, byłaby ufna. Odkryłaby wszystkie karty i swoją słabość. Zobacz, to boli, dlaczego mnie ranisz? Można sprawę rozwiązać zaraz, tu na miejscu. Każde z nas wyjdzie z tego cało, szkoda kolejnego dnia, popatrz, jak można to zrobić i będzie dobrze. Przecież i ty, i ja chcemy, żeby było dobrze. Chcemy?

Którą wybrać?

Cóż, życie niespodziewanie dopisało swoją wersję historii, na scenę wkracza wilczyca. Ma w sobie siłę ,  ma w sobie zawziętość, straciła tylko wiarę w to, że komuś może tu chodzić o  dobro. Jakiekolwiek. A może wydaje jej się, że wiarę, a może tylko przestała rozumieć?  Położyła uszy, by nie słyszeć nic nieznaczących już słów, gotowa do skoku oczekuje ataku. Nie, nie zaatakuje pierwsza, to nie w jej stylu, ale na atak odpowie. Przyczaiła się, wie, jaka siła tkwi w jej wzroku. Wpatruje się więc, bo tylko tak może ocalić to, co najważniejsze. Nieważne, jak długo, ważne, żeby do końca.

 

 

 

Dziadkowie

DSC00231

Zapamiętany wieczorny rytuał- całowanie starszych w rękę- wtedy i dziś jednakowo piękne! Nie z przymusu, tak z serca, jak przytulanie się. I dziś dzięki tamtemu doświadczeniu łatwiej przypomnieć sobie te ręce. Najpierw tę najlepiej znaną, ze szmaragdem, pachnącą kremem do rąk. Tę, która pisała trudne naukowe teksty, obszywała łóżeczko dla lalki i pierwsza w domu obsługiwała kaseciaka. Potem tę z koralem w pierścionku i koralowym lakierem do paznokci, pachnącą „Gazelą”. Tę, która równiutkim pismem rozwiązywała krzyżówki i mieszała ciasto na najlepsze ciastka z maszynki. I tę, która się trochę wzbraniała, tę od granatowych tekturowych i pomarańczowych plastikowych pudełek na lekarstwa i tę od pasjansów. Jest jeszcze czwarta ręka- ta dotąd nieuściśnięta- ułańska i lekarska, znana ze zdjęć.

Dziś szmaragd i koral zdobią ręce innych babć-ręce od najlepszych placków, dzierganych sweterków, karcianych gier. Czy są całowane? Chyba nie , ale to nie jest aż tak ważne.

A szafir na zdjęciu i ten drugi? Pamiątki z czasów, gdy ręce dziadków całowano i przypomnienie o rodzinach, które się łączy swoją historią.

Traf i adwent

DSC00399

5 grudnia to urodziny Trafa, oczywiście, że o tym nie pamiętałam. Podobno od dziś jest już weteranem, no to wszystkim weteranom i seniorom życzyć takiej kondycji. Tak rozmyślałam o tym naszym wspólnym bytowaniu. Najpierw przypomniałam sobie moment ( dłuuugi bardzo) wyboru szczeniaka. Jeśli nie siedzieliście nigdy w całkiem nieznanym domu przez godzinę na podłodze wśród gromadki takich małych stworów, to jedną przyjemność  w życiu macie jeszcze do zaliczenia. A potem dokonuje się wybór- jeśli wybrałam coś, to nie mam czegoś innego. Każda taka decyzja ma swoją cenę. Ta psia była akurat korzystna, bo wyrósł na kopię swojego taty, który wtedy bacznie przyglądał mi się zza szyby na tarasie, a ja jemu, myśląc: jaki ty jesteś piękny! Dziś też, czasami przez szybę, spoglądam na mojego zwierza i mówię to samo, częściej jednak mówię mu w to jego pycho bezpośrednio. Niczyja zasługa, po prostu taki jest. Jeden powód więcej do zachwycania się stworzeniem. Pies pokazuje, jak być obok. Siedzi tuż przy, kiedy trzeba i znika, kiedy go nie potrzeba. Jest się czego uczyć. Mogłabym o nim długo. Anegdotki też by się znalazły, zwłaszcza te, skąd się wziął, z jakiej krzyżówki. Ale po pierwsze, te najważniejsze sprawy nie są do opowiedzenia. Po drugie, o psie najlepiej opowiada się na długim spacerze, takim przerywanym pościgiem za patykami, próbą zgubienia zwierzyny( nie udało mi się przez te osiem lat, zbyt uważny jest), zajrzeniem do wiejskiego kościółka- uwielbiamy taki czas. w kruchcie oczywiście. I na obiedzie w miejscu, gdzie pies z definicji nie jest postrzegany jako… no nawet nie wiem, jako co. Ale zachowywać się musi porządnie, tak jak w środkach transportu. Bo pies, to jest pies!

 

 

W oczekiwaniu na partyjkę scrabble’a

DSC00229

Pewien misjonarz opowiadał na kazaniu( i ilustrował odpowiednim filmem) o zaskakującej tradycji, do której musiał się w miejscu swojego działania przyzwyczaić. Otóż, gdy chowa się tam starszego człowieka, niosący trumnę tańczą. I to jak! Nawet z tą trumną na głowie. Wygląda to na pozór dość dziwnie, ale ma piękne uzasadnienie. W ten sposób dziękują za dar długiego życia tej osoby, a w tamtych warunkach niewielu dożywa sędziwego wieku. I mnie się takie myślenie spodobało- umieć podziękować za czyjeś dłuuugie życie i za wszystko, co się wspólnie z tą osobą i dzięki tej osobie przeżyło. Smutek jest, to jasne, bo ma się taką świadomość, że pewne sytuacje, rozmowy, bliskość- tu na ziemi się  nie powtórzą, ale jednocześnie  chyba mocno się  czuje, że tak miało być. A czasami jest tak, że bardzo chce się powiedzieć : ” Tak nie miało być.” I nie wiadomo, dlaczego się stało akurat wtedy. I w ogóle nic nie wiadomo. Ale tak też miało być!  Niebo będzie pewnie  bardzo proste, choć nie mam bladego pojęcia,  jak tam może być. Ale myślę, że jak się tam dotrze, to się przywita z tymi dawno niewidzianymi, przytuli do tych wcześniej nieznanych i powie : „ach to ty!”. A jeśli w Niebie gra się w scrabble’a, to wiem, z kim rozegram pierwszą partię…

O niebie i Niebie

 

 

DSC00111

Tyyyyyle  ciszy jest  czasami potrzebne, ale dziś nie o tym. Dziś o takim zachwycie, że aż boli. Wie ktoś, jak wygląda Niebo? No ja nie. Ale… Czasami zdarza mi się, że troszkę je czuję. Najbardziej wtedy, gdy otwieram okno w wiosenny poranek albo spoglądam przez zamknięte w zimowy śnieżny wieczór. Wtedy wydaje mi się, że tak może być w Niebie. Oczywiście, nie że śnieg albo że trawa, ale że tak będzie ściskało w sercu albo w żołądku, jak kto woli, na widok piękna. A raczej Piękna i Światła. No i już, tyle filozofii. A dziś usłyszałam, że w każdym jest pragnienie Nieba, a śmierci obawiamy się trochę dlatego, że nie chcemy utracić tego, co  mamy tu dobrego i pięknego, bo nie wiemy, jak jest tam. Ja sobie kiedyś wymyśliłam tak: z odchodzeniem jest jak z wyjazdem w nieznane miejsce w jakimś bardzo dobrym celu- chcemy i boimy się, a jak już docieramy na miejsce, to nie wyobrażamy sobie, że mogłoby być inaczej. A z naszym byciem wiecznym i przyszłym wyglądem to jest tak jak z fotografiami nas samych na przestrzeni lat- przecież dziś nie wyglądam jak bobas ani jak uczennica czwartej klasy, wszystko się zmieniło, ale to wciąż ja. Do całej serii zdjęć z różnych etapów życia dokładam sobie w wyobraźni tę z wieczności- to też będę ja. Takie sobie filozofowanie w dzień imienin nas wszystkich- skoro dziś Wszystkich Świętych, to wspominamy naszych patronów, a w dzień patrona świętuje się imieniny, no nie? No to świętujemy!