Kończy się pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia. A ostatni wpis z 20 grudnia. To jak, udało się czy nie? Tak, tak, to było adwentowe wyzwanie rzucone przez moją przyjaciółkę. Podjęte, oczywiście. Próba: ” nulla dies sine linea”. Dziękuję za nią MWL i wiernemu Motylkowi, który w ogóle mnie mobilizuje do takich kresek.
Świadomie przerwałam i nie było wpisów przez 4 dni. Tematów nie zabrakło, ale coś okazało się ważniejsze niż codzienne pisanie. I tyle!
Czasami warto zostawić temat, na chwilę odejść, zrezygnować z frajdy i udowadniania sobie, że się potrafi.
Za mną ważny adwent i dobry. Był czas i to jest najważniejsze. Czas szukany, podkradany, rozciągany, brakujący, doganiany, umykający, pewny miniony, niepewny przyszły i nauka, że moje jest TERAZ. Nic więcej.
