Sędziwa wiosna

No cóż, odcinków przedwiosennych miało być więcej, ale przerzucam je na przyszły rok, a tymczasem wiosna! Na parapecie jeden z hiacyntów przyspieszył zdecydowanie, drugi jeszcze niepewnie wychyla się z cebulki. Kontrola ogródka wykryła jednego krokusa barwy żółtej, który zaczyna pokazywać, na ile go stać, drugiego na dobrej drodze oraz pierwszego narcyza w podobnym stadium. Poza tym victoria! Wszystkie cebulki przetrwały i w każdym dołku coś zielonego jest. No dobra, niektóre jednak za głęboko posadziłam, to się trochę męczą, ale dają radę.

W mojej okolicy jest kilka ogrodów, o które dbają seniorzy i to nie ci  60+( tak zgodnie z ustawą zdefiniowano osobę starszą), ale naprawdę sędziwi ludzie. Niezwykle urzekające jest obserwowanie postępów  ich pracy- każdego dnia po troszeczku i efekt jest! Stały rytm dnia, trochę pracy, trochę przerwy. Nie porywają się na czyny niezwykłe- nie przestanę, aż skończę. Nie planują: dzisiaj zrobię to i to. Wychodzą do ogrodu i grabią- jeden, drugi, trzeci dzień. Gdy czwartego brak siły, odpoczywają. Szykują grządki- starannie, najpierw prosząc kogoś o przekopanie rabatki. Nie, nie muszą sobie udowadniać, że potrafią. pewnie, że potrafią, ale te siły lepiej spożytkować na coś innego, skoro można poprosić o pomoc. Na równiutkich grządkach posieją i posadzą- pomaleńku, według kalendarza, wszystko ma swoją kolej. A potem będą konsekwentnie, regularnie pielęgnować. bez weekendowych zrywów, bez wyrzutów sumienia, że się zaniedbało, bez wielkich planów, które pozostają planami. Tylko systematycznie kawałek po kawałeczku, dzień po dniu, tyle, ile się uda, a jak się nie uda, to trudno, kolejny krok jutro. Może to właśnie tak zdobywa się niebo? I dlatego sędziwa wiosna ma sens!

Przed wiosną- cz.4

Trafił w moje ręce miły prezent: kwiatek w stadium cebulki. Wyrośnie z niego gladiola( mieczyk)- świetny kwiat środka wakacji. Prezent, którego się nie odstawi na półkę ani nie schowa do szuflady. Trzeba o nim pamiętać i wysadzić we właściwym momencie, znaleźć mu dobre miejsce, podlewać. Zakwitnie i jego kolor będzie niespodzianką. Potem znów trzeba o niego zadbać- oczyścić we właściwym momencie, przechować w odpowiednich warunkach na następny rok. A jak się uda, prezent się pomnoży- pojawią się małe cebulki i zabawy będzie więcej. Dobre prezenty tak mają! I takich Wam życzę.

Przed wiosną- cz.3

Na poddaszu od północnej strony termometr wskazuje +15, słońce przepiękne, więc zamiast sobotnich domowych były sobotnie ogrodowe porządki. Meldunek z domu: grudnik zakwitnie jednak szybciej niż hiacynty, a stewia okazuje się roślinką wieloletnią, pięknie odbiła od korzeni.

A tymczasem w ogrodzie ….. Jest coś naprawdę urokliwego w tym wygrzebywaniu zielonych roślinek spod zgniłych liści i zeschniętych patyczków. Rozgarniasz rękami zeszłoroczny bałagan, przerzucasz do kompostowego wiaderka, rozgrabiasz leciutko ziemię, a tu kiełek, a tu pęd, a tu całkiem już spora trawka. A jeszcze przed chwilą zdawało się, że nic tu nie ma, żadnego życia, sto procent martwoty. I że tak już zostanie. Można było przejść obok, nie ruszać, ale nie, warto było grzebnąć, warto było rozgarnąć. Zawsze warto! Tylko trzeba się do tego rozgrzebywania i pozbywania „bez- życia” zmobilizować. I to jest temat! Na całe czterdzieści dni. Ale skoro jest życie ….

Przed wiosną- cz.2

Część druga tego opisu była gotowa praktycznie razem z pierwszą. Przedwiosenny czas odsłania wszelkie nagości i brzydotę w pełnym świetle, gdy dnia przybywa. Jesienią nie rzuca się ona tak bardzo w oczy, bo marzymy tylko o jednym, by w taki bury czas szybko znaleźć się w ciepłym i oświetlonym domu. Jesień – wiosna- dwa różne spojrzenia na to samo. Tyle streszczenia.

Ciąg dalszy miał być przewrotnym pytaniem o wiarę w budzenie się świata wciąż na nowo, w odradzanie się tego co dobre, w kolejną szansę.  Zgniłe liście, mokra, szara gleba,  wszystkie paskudztwa na wierzchu i z tego ma coś wyrosnąć? Zaglądałam przez dwa tygodnie w zakątki i stanowiska, na których jesienną porą sadziłam cebulki. Szaro, brudno i zgnilizna, a z ziemi nic nie wyłazi, choć według ogrodniczych doniesień internetowych gdzie indziej już się pojawiło. Nornice zeżarły cebulki, posadziłam je za głęboko, nie dadzą rady; posadziłam je za płytko i przemarzły. Koniec, nie będzie kolorowo na wiosnę. I miał być wpis o tym, że to może tylko takie gadanie o tej wiośnie, przereklamowane i że nie zawsze budzi się to, co zasnęło, kiełkuje to, co posiane i że w ogóle ostrożnie, bądźmy realistami. Taki był pomysł aż do poniedziałku. W poniedziałek wybrałam się znów w znajome miejsce i … Mam za swoje. a jednak wyłażą- śnieżyce, krokusy i coś jeszcze, tylko nie pamiętam, co tam wsadziłam. A więc jednak wiosna! A więc jednak życie! Choćby nie wiem, ile tej zgnilizny było, zbutwiałych liści i patyków, których nie chciało się posprzątać jesienią, choćby ziemia wyglądała na kompletnie martwą, jeśli coś posiano, posadzono, warto uwierzyć i poczekać. Wzejdzie!