#niegadajzróbto – dzień wstępny

Chcesz wiedzieć, co to za hasztag – zajrzyj na profil Fundacji Javani na fb.  Idea jest najprostsza, a wykonanie … okaże się po 30 dniach.  Skoro rękawica została rzucona, to głupio jej nie podjąć. Podeszło się  do sprawy systemowo: lista tego, co może być przedmiotem wyzwania; potem eliminacja wedle kryteriów: zdecydowanie nie do wykonania, zbyt osobiste, porażka, nie na teraz i takie tam. Chęć wycofania się, bo przecież nie muszę, bo tak zostałam wyzwana na pół gwizdka, w sumie sama się wyzwałam. Wszystko w myśl dewizy: kto nie chce, szuka powodu; kto chce, szuka sposobu.  W końcu wyzwanie podjęte, coś wreszcie przeważyło. Dobra, przyznajemy się, nie zostawiamy utajonego : 30 dni wobec prokrastynacji.

Ciocia Prokrastynacja tylko na to czekała. usiadła sobie wygodnie w fotelu, piłując paznokcie. Nie wiem  czemu, ale ona zawsze w takich sytuacjach piłuje pazurki. Wrrrr, nie lubię tego. Założyła nóżkę na nóżkę i zawołała Wujcia Perfektanaopaka, którego powtarzanym jak mantra hasłem jest: „skoro nie umiesz czegoś robić bardzo dobrze, nie rób wcale”.  Sami rozumiecie, że widok tej dwójki, która rozsiadła się przy stoliku kawowym nie dodawał odwagi. A potem było już tylko lepiej! Cioteczka, ignorując mnie kompletnie, szturchnęła Wujcia łokciem i przechylając się w jego stronę, powiedziała: ” no, doooobrze, to zobaczymy, co to z tego wyjdzie”, potem wróciła do podziwiania pazurków, które zdążyła już pomalować na kolory, które w jej wieku chyba jednak nie przystoją. Ziewnęła: ” no, dobrze, zobaczymy jutro”.

Dobra, dobra, droga Prokrastynacjo, mam nadzieję, że przestaniesz zajmować wreszcie pokój cioci rezydentki. Wujcia też przy okazji spróbujemy wysłać na dłuższy wypoczynek sanatoryjny.

jak mawiali kiedyś: reszta potem

 

Biografia na rowerowo

Wśród świąt nietypowych dziś obchodzony od lat dwóch, wymyślony przez Polaka, zgłoszony przez Turkmenistan pod rozwagę ONZ, światowy dzień roweru. bez przesady nie użyję dużych liter, choć przekonana jestem,  że przemieszczanie się rowerem jest świetne! I jakoś tak mi się dzisiaj moja biografia rowerowo ułożyła. Rowerów jest 5, tylko jeden w tej chwili nie na chodzie.  Ten pierwszy, ten z dzieciństwa. Mam 5 lat, środek wakacji i dostaję mojego pięknego niebieskiego „Krokusa”. Zdjęcie z tego wydarzenia jest jednym z moich ulubionych- ja cała zaaferowana, a wokół wszyscy, którzy sprawili, że miałam świetne dzieciństwo. Żeby było ciekawiej, nauczyłam się jazdy sama, kilka lat później, bo jakoś mi nie szło. Zawzięłam się, gdy sztukę tę opanowała moja młodsza siostra. I odtąd bez roweru nie ma zabawy.

Druga w kolejce, starsza ode mnie cudna „Olimpia” ze skórzanym siodełkiem. Trafiła w moje użytkowanie, gdy miałam z 10 lat i była przedmiotem pożądania wszystkich małych znajomych- duża, solidna z wielkimi kołami, idealna na nasze piachy. Czego myśmy na niej nie wyprawiali, ile razy fiknęło się efektownego koziołka, rozwaliło kolano, bo trochę było za ostro. Ile kałuży bez pedałowania pokonało- to był wyczyn, by nie zatrzymać się w samym środku błotka.

Nie, nie dostałam roweru na Komunię, nie, nie miałam „Wigier 3” ani „Jubilata”, ale za to wiele lat później pojawił się składakowy duet- to był szał. Odkupiony od kogoś, kto już nie jeżdził, dostał swoje drugie życie i do dziś robimy przejażdżki „naokoło”- taką specjalną trasą po okolicy z kolejnymi zachwyconymi małymi członkami rodziny. ” Nie oszukuj, pedałuj” – wołał pierwszy do drugiego, tego z tyłu, gdy ten się lenił. No i drugie hasło ” jazda na maducha”- gdy jeżdzisz na duecie w pojedynkę, tylne pedały oczywiście też się obracają, stąd ten duch.

Rower czwarty, miał służyć 8 lat, jeżdzi już 24 i ma się dobrze. to na nim pobiłam wszystkie życiowe rekordy odległości, bo szybkość to nie moja bajka. To ten na zdjęciu! Ile przygód, ile przyjaźni i pięknych znajomości dzięki tym wyprawom nieco dłuższym. Opanowana do perfekcji sztuka pakowania sakw, biegania z rowerem po peronie, gdy wagon dla rowerów miał być na końcu składu, a jest na początku, a pociąg w Gdańsku stał minutę. Nic nie zgubiliśmy z ekwipunku  7 chyba rowerów, bo przecież dla łatwiejszego ładowania do pociągu wszystko już było ładnie poodpinane. Od tej pory nie zdejmuję sakw w takich sytuacjach.

Rower piąty, cudna holenderka, wypatrzona u sprzedającej ją koleżanki. Zachwyt od pierwszej chwili. To ona najlepiej sprawdza się w okołomiejskich przejażdżkach, wygodna, że hej. I test: na moim „pseudogóralu” taką miejską, szosową trasę pokonuję o 1/3 dłużej- wiadomo, wielkość koła, no i zmęczenie mniejsze. Zakupy na rowerze? Zawsze kupisz o ten jeden pakunek za dużo: a to rabarbar Ci nie wejdzie, a to dodatkowe opakowanie karmy dla psa się ześlizguje spod taśm, no zawsze coś w nadmiarze. Ale wszystko da się przewieźć, a jak.

No i jest jeszcze trochę zaniedbana ostatnimi czasy psia przyczepka, bo jego krótkie łapki nie pozwalały na bieg przy rowerze, nie dla wszystkich nawet długonogich psów to jest dobre. A przyczepka sprawdzała się świetnie.

Taka sobie rowerowa biografia. To co? Kiedy na przejażdżkę?

Kryśka i dzieciak

Każdy jest dzieckiem swoich rodziców, w każdym jest coś z dziecka, jestem dzieckiem Bożym. Taaaaa, pewnie, każdy by chciał świętować pierwszy czerwca, więc się elegancko podpina pod lody, watę cukrową i takie tam różne drobne przyjemności.

A tak na poważnie, to jak jest z tym dzieckiem we mnie? O właśnie, przede wszystkim poważnie: świat traktuję poważnie, drugiego człowieka traktuję poważnie, sama też chcę być traktowana poważnie. No co, nie mieliście tak? I nie macie? Acha…

Ale poważnie, to nie znaczy bez poczucia humoru. No nie, chichranie się do łez i ciągle z tego samego. np. ostatni mem:autobus, który ma tam, gdzie zwykle numer i trasa, napis: „tramwaj”, a podpis pod obrazkiem: nie będziesz mi mówić, kim jestem. No co spojrzę, to się śmieję.  Nie macie tak, nie? Mhm…

Wciąż znajduję coś, na co patrzę z zachwytem, takim aż do bólu. Jak na wielką choinkę jeszcze ze świeczkami prawdziwymi kiedyś, jak na tę lalkę ze zdjęcia lat temu …dzieści (ona wciąż ma sukienkę z pierwszego dnia, a butki to efekt pierwszych zabaw z szydełkiem, gdy miałam 9-10 lat). Przypomnijcie sobie, co Was ostatnio zachwyciło- jest! jest dziecko w Was!

Pokerowa twarz to nie jest specjalność dziecka- w oczach widać wszystko. Choć dziecko potrafiło być powściągliwe, ale te oczy, te oczy. Łatwo się rozmawia, gdy nie widzisz w oczach, o co chodzi?

Są takie dni, gdy w serduchu podskakuje jakiś mały ptaszek, gdy trzeba przeskoczyć przez kałużę, coś się do siebie głośno powie albo zaśpiewa ( ups!) na środku ulicy i uświadamiasz sobie, że to było nie tylko w Twojej głowie, gdy napotkasz zdziwione spojrzenie przechodnia z przeciwka. Dobrze, że to nie Twój student albo kontrahent.

Chlebek z masłem i ogórkiem małosolnym albo z masłem i truskawkami- mmmmm, wracają wszystkie wakacyjne wspomnienia.

Lektury dla najmłodszych czytane pod pretekstami rodzinnymi i zawodowymi, taaaaaa, jasne.

i to wszystko prawda, i jeszcze więcej mogłabym wymieniać, ale dziś uświadomiłam sobie, gdzie tak naprawdę jestem i chcę być dzieckiem do końca, do ostatniego oddechu, a to wcale nie jest takie oczywiste, choć takie się wydaje. Tu tkwi wielki sekret:

Zawsze, zawsze, zawsze, gdy coś zbroję, przekombinuję, popsuję, mam nadzieję, że wciąż mi się uwierzy, że ja naprawdę, ale to naprawdę chcę być grzeczna i że się poprawię. O to chodzi, o tę nadzieję, że znowu będzie mi wybaczone, że jestem ukochanym rojbrem. I że wiadomo, że ja po raz kolejny przewrócę, rozleję, pysknę, popsuję, ale znowu dostanę szansę na naprawę.

Tak, tak, świętuję dzień dziecka ( specjalnie małe litery, bo nie ten mieżdunarodnyj) właśnie dlatego: gdyby nie było Tego, kto zawsze mi wybaczy, gdy o to poproszę, nie zachwycałabym się światem, nie skakała przez te kałuże, nie czytała Makuszyńskiego i Grabowskiego, nie czuła radości, grając z kolejnym pokoleniem maluchów w kolorowe kostki, drabinki, a potem szachy. Nie dbała o zbierane latami akcesoria do domku dla lalek, nie słuchała długogrających płyt zacinających się od zawsze na tych samych piosenkach. Dlaczego? Bo byłabym smutnym dorosłym człowiekiem, który mając świadomość głupot, które w życiu popełnił, nie miałby co z tym zrobić.  Widziałby ciemno, ciemno i nic dobrego w sobie.

Dziecko tak nie ma! Dziecko wie, że czasem robi źle, ale dziecko zawsze wierzy, że może się poprawić. I chce to zrobić, nawet jak mu milion razy nie wyjdzie.

To co , chcesz być dzieckiem?