Nie przyspieszam, lubię czekać.

Gdy w połowie listopada zobaczyłam przed jedną z galerii handlowych wielką, ustrojoną choinkę, pomyślałam sobie: tak, świat znowu się spieszy. Świat chce mieć świąteczną atmosferę.  Natychmiast. Hmmm, no tak, ale właściwie dlaczego już, dlaczego ten świat teraz stawia choinkę, aby zaraz po 25 grudnia się jej pozbyć, zamiast dalej świętować? Od razu pomyślałam sobie, że to jest problem świata, nie mój. Może lepiej opowiem światu, dlaczego czekam i jakie to jest dobre doświadczenie?

Lubię czekać. Na różne rzeczy, z wyjątkiem pociągów spóźnionych 80 minut, gdy to ktoś na mnie czeka. Lubię czekać, bo towarzyszy temu taki dreszczyk, jak to będzie, co się wydarzy. Lubię czekać i przygotowywać – jeszcze to, jeszcze tamto, a może tak?

Czasami nawet odsuwam moment otwarcia przesyłki czy zajrzenia do nowej książki, bo to czekanie na coś nowego jest naprawdę przyjemne. To poczucie, że oto wszystko przede mną.

I nawet w życiu, którego połowa już na pewno za mną, wciąż lubię wypatrywać, co nowego przyniesie czas.

I bardzo, bardzo lubię adwent. Ta pierwsza świeca, która będzie się paliła najdłużej i towarzyszyła od początku różnym pomysłom, wyzwaniom i zadaniom. Ta wędrówka krok po kroku, zgodnie z tradycją, gdy każdy kolejny adwent dokłada się do wszystkich poprzednich i przypominają się zapachy, obrazy, skojarzenia, a przede wszystkim kochani ludzie, którzy już wszystkie adwenty mają za sobą.

Adwentowe czekanie ma sens. Jak każde czekanie przed świętowaniem. Jeśli wstawię świąteczną ozdobę w sam środek adwentowego zamieszania, w odpowiednim czasie już mi ona spowszednieje. A przecież to, co świąteczne nie może być powszednie. Kiedy byłam mała, niektóre ciasta pojawiały się w cukierniach tylko w odpowiednich świątecznych kontekstach – dziś np. rogal marciński stał się tak banalny, że przestał mi smakować.

A ponieważ bardzo nie chcę, żeby istota Świąt mi spowszedniała, lubię czekać. Za to potem świętuję, ile w kalendarzu napisane! Kolędy do 2 lutego – zgodnie z polską tradycją, a choinka nawet do ostatków, bo to przecież tylko dekoracja, niech cieszy i jeszcze przedłuża świąteczny nastrój.

Ty się świecie spiesz, jeśli chcesz, ja sobie poczekam.

Jeden komentarz do “Nie przyspieszam, lubię czekać.”

  1. Też jestem tego samego zdania. Choinka w listopadzie? Dziękuję, poczekam do Wigilii z ubieraniem świątecznego drzewka – tradycyjnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *