Miasto budzi się bez …..

W dawnych, dobrych studenckich czasach grywało się w mafię, jeszcze bez wersji „pudełkowej”. Na starej wykładzinie, z talerzem czegoś do pochrupywania pośrodku, siedziało grono zapowiadających się wówczas dobrze, a dziś dojrzalszych zdecydowanie, miłych osób, które udowadniały sobie nawzajem niewinność. No jak możesz mnie w ogóle o coś takiego posądzać, ja? Dlaczego ja? Eliminujecie niewinnego człowieka- te i inne teksty przyjmowane były z powątpiewaniem i sarkastycznymi uwagami. A potem zapadała noc, prowadzący usypiał całe miasto, pozwalał obudzić się i działać mafii. A potem miasto budziło się bez …. ku zdziwieniu uczestników, pewnych swoich podejrzeń .

Minęło sporo lat od tamtej pory, dziś w mafię gra kolejne pokolenie, którego części przynajmniej szansę na pojawienie się na tym świecie stworzyły spotkania w starej kamienicy. Spojrzenia udającej niewiniątko mafioso w spódnicy  ( swoją drogą, jak to jest ” po nowemu”: mafiozica, mafiozina czy mafioza po prostu?) wymieniane ze spojrzeniami podejrzewanego niesłusznie adoratora, dwie łapki trącające się ukradkiem  w tej samej misce z krakersami, nadzwyczaj gorliwe wyprowadzanie psa gospodyń itp., to były początki kilku pięknych historii, trwających do dzisiaj. Ale wróćmy do gry.

Miasto śpi- miasto się budzi- mafia działa. Aż pewnego dnia miasto obudzi się …. bez mafii. I najbardziej zdziwiona będzie wtedy mafia. Tak uczy pewna księga . I tego się trzymamy. Choć wciąż dziwi nas, że dobry nie zawsze chce zostać dobrym, ale to już zupełnie inna opowieść.

A myśmy się spodziewali … albo wolność, czyli wrześniowych niespodzianek ciąg dalszy

 

Uświadomiłam sobie w ostatnich tygodniach, jak ważna jest dla mnie wolność. Chyba najważniejsza! Tylko ona pozwala na to, by dokonać wyboru wtedy, kiedy trzeba. Dokonać go, nie czując za plecami ściany, a przed sobą widzieć nie tylko przepaść.  Być wolnym, to móc powiedzieć „nie”. Być wolnym to podjąć ryzyko. Być wolnym, to nie zagrać w grę, w której druga strona nie chce przestrzegać reguł. Być wolnym  to po prostu zrobić swoje i czasami oddać to, co się kocha. Tak po prostu. Być wolnym, to powiedzieć sobie: dziś jestem tu, ale nie muszę tu być. Być wolnym, to właśnie nie musieć. Być wolnym, także za tych, którzy nie mogą być wolni.

 

Wrześniowe niespodzianki

Czy można być przygotowanym na niespodzianki? A może: czy można sobie powiedzieć, nie, mnie żadne niespodzianki nie spotkają?  A jeżeli pod koniec sierpnia trafią się świetne wiśnie, to to jest niespodzianka czy nie?

Można sobie powiedzieć: jakby co, jestem otwarty na niespodzianki. Jeśli chcą, niech się wydarzają. I one się zdarzają i człowiek nawet nie wie, dlaczego robi coś,  o czym jeszcze dzień wcześniej nawet by nie pomyślał. Przy niespodziankach człowiek znajduje w sobie odwagę.

Największą niespodzianką jest spotkanie drugiego człowieka. Zupełnie przypadkowe, wydawałoby się, że nasze drogi nigdy się więcej nie skrzyżują, a tymczasem …

Może wydarzyć się coś, co spowoduje, że całkiem spokojnie zapowiadająca się niedziela absolutnie przestanie się tak zapowiadać i dogoni człowieka jakaś dawna historia w całkiem nowej odsłonie. I to tyle.

Jeśli wydaje Ci się, że nic się nie dzieje, że siedzisz i tak będziesz siedzieć, to pamiętaj: wydaje Ci się! Dzieje się, zbliża się, czekaj spokojnie. Wszystko ma swój czas.

 

 

Czołg

Był od zawsze. Nikt już nie umiał powiedzieć, czy stanął tam po zwycięskim odebraniu miasta wrogom, czy też jego zadaniem miało być odstraszenie tych, którzy dopiero chcieliby do miasta wtargnąć. Przewodnicy oprowadzający bardziej lub mnie znudzonych turystów, opowiadali zależnie od fantazji jedną z wersji. Kierunek, który wskazywała lufa, niczego nie ułatwiał w dociekaniu prawdy, bo obracano nią już tyle razy, że nikt nie odtworzyłby pierwotnego ułożenia. Zresztą, czy to było ważne? Stał i już. Wpisał się nie tylko w krajobraz, ale i w warstwę narracyjną miasteczkowego świata. ” O! Ten jest twardy, jak nasz czołg!”, „Niezniszczalny, niczym nasz czołg!” , ” Tego nic nie ruszy, nawet buldożer, podobnie jak naszego czołgu” I tak dalej, i tak dalej. Czołg nie wzruszał się niewzruszonością swoją, budził respekt rdzewiejącą nieco masą, ale to cały urok czołgów przecież. No i sobie stał. Zapędzający się od czasu do czasu na te ziemie szpiedzy i agenci nie zapominali w swoich raportach podkreślać, że wciąż stoi i nie wiadomo, do czego jest zdolny. w końcu o czołg można się rozbić, dać się rozgnieść albo oberwać lufą i takie tam. Czołg stał i był świadkiem, był gwarancją.

Nie mógł jednak stać w nieskończoność. Znaleziono inny sposób obwieszczania światu, żeby nie robił sobie nadziei na wtargnięcie, zagarnięcie, przechwycenie i co tam jeszcze światu przychodzi do głowy.  Czołg był już niepotrzebny, w tym miejscu mogła stanąć karuzela, duża zjeżdżalnia albo coś innego, co da się dobrze uzasadnić, opakować i sprzedać jako absolutnie niezbędne dla miasta, a poza tym takie nowoczesne.

Rozebrano czołg na kawałki. Blacha po blaszce, śruba po śrubie. A wewnątrz znajdowało się małe pełne blizn serce.

Nikt, nigdy nie dowiedział się, czy to z tego serca płynęła siła czołgu, czy też to była istota czegoś innego. Czy czołg był rzeczywiście jak czołg, dla zasady i tyle, czy czołg był czołgiem z powodu tego serca, choć wcale nie chciał, czy było w tym jeszcze zupełnie coś innego.

Nikt .. nigdy …