O tacie i sonecie czyli interpretacje

W pierwszej klasie liceum jeszcze  w okresie regularnego kursu historii literatury przyszedł czas na Jana Andrzeja Morsztyna sonet „Do trupa”, pamiętacie: „Leżysz zabity i jam też zabity, Ty – strzałą śmierci, ja – strzałą miłości”. Temat trafił na praktykanta polonistyki, który zachęcił młodzież do interpretacji tekstu. No to młodzież z zachęty skorzystała i ktoś w postawie stojącej  geparda Chestera właściwej większości nastolatków stwierdził, że to jest mowa zakochanego młodzieńca do trupa narzeczonej. Było lekko obok, czego nie omieszkał zauważyć prowadzący lekcję, wzbudzając tym zniechęcenie interpretującej młodzieży- no jak to, przecież poezję można różnie interpretować. I koniec wątku sonetowego.

Wątek „tatowy” jest taki:

Nowa płyta  Piotra Woźniaka( polecam, polecam) nosi tytuł jednej z piosenek: „Tata Adama”. A w piosence takie słowa: „Ten tam to Tata Adama”. Przypomniało się jeżyckie dzieciństwo- mówiło się: te, patrz, to tata Adama, ten tam. Takie zdanie mogło znaczyć- ale tatę ma ten Adam( rosłego, z kasą, z furą( jeszcze bez komóry) itp.) albo powątpiewanie- to ten Adam ma takiego tatę, też coś, albo- o kurka, jak to jest tata Adama, to lepiej z Adamem nie zadzierać( to dotyczyło czasem i starszych braci ). Albo jeszcze- ale ten Adam ma fajnie z taaakim tatą. Tak to bywało.

A w piosence są jeszcze uderzające słowa o tym ,że „nikt nie spróbuje już po wodzie chodzić”. Ano tak, faktycznie, uderzyło. Bo może tu jest klucz , taka odrobinka zaufania potrzebna, żeby jednak mimo wszystko spróbować … Może warto a nam się już nie chce czy coś. Takie sobie myślinki wokół jednej piosenki. Może tak obok jak z tym sonetem, ale co tam, co autor miał na myśli, to miał( albo miau- posłuchacie płyty, to załapiecie; )), a skoro myśli się o sensie na swój własny sposób, to chyba dobrze. Autor wybaczy. Myśli się i myśli, a potem słucha płyty dalej i nagle: o kurczę, znowu, „ja nie śnię jestem śniony”- to on też tak ma? Wiecie, jak to jest być czyimś snem albo mieć takie odczucie, że jest się snem całkiem innej dziewczynki? Nie wiecie? To opowiem Wam innym razem, może ….

 

szczęściarz

Lubię 10 czerwca. Parę ładnych lat temu był to deszczowy dzień, chyba też środa. Czas rozstania, ale bez zbędnych sentymentów. Czas załatwiania niezałatwionych spraw. I wielkiego oczekiwania tego, co nowe.  I dziś po tylu latach może ktoś z tamtej grupy zadaje sobie pytanie, gdzie jest szczęście? A może tu gdzie jesteś? Być może… gdzie indziej, inaczej, byłoby też, może kiedyś wydawało Ci się, że to tam właśnie ono będzie. Ale jest tu!Nie ma? To otwórz oczy i uszy. Nie oglądaj się wstecz- tam nie ma go na pewno! Nie wyglądaj za bardzo do przodu- nie wiesz. ile go przed Tobą. Bądź i bądż szczęśliwy. Taki jaki jesteś i z tym, co masz. Nie z tym, czego nie masz, nie z tym, co mógłbyś mieć.  Po prostu ….