Przed wiosną odcinek 1. w dwóch odsłonach

Odsłona pierwsza

W ubiegłym tygodniu zadawałam spotykanym ludziom pytanie, czy zima odpuszcza całkowicie, czy to tylko tak na chwilę. Spodziewałam się odpowiedzi w stylu informacyjnym: ” prognozy mówią, że …”, emocjonalnym :”oby już sobie poszła na dobre” itp. Tymczasem rozmowy zwyczajnie się nie kleiły, ciekawe dlaczego, może już nie chce nam się rozmawiać nawet o pogodzie? Ale nie przysmucamy, tylko pracujemy nad komunikacją, a jak!

Odsłona druga

Ostatni, a właściwie jedyny tej zimy bałwanek na naszej ulicy poddał się temperaturze i zniknął, a wraz z nim wszystko, co było białe, śliskie i twarde . No dobrze, po prawdzie  białe stawało się „szarawe”, a tego że śliskie i twarde doświadczyło się kilka razy dość boleśnie, więc dobrze, że zniknęło. Ale czy świat zrobił się piękniejszy? No ten, znaczy, wiosna się zbliża, już ją czuć- powie ktoś. A i owszem, ale, ale, popatrzmy uważnie. Spod białej ( zgoda, zgoda „szarawej”) śliskiej i twardej powierzchni wylazło wszystko. I wcale nie jest to ładne. Żadne tam pączki, pędy i inne rozczulające zwiastuny wiosny. Pokazały się niezgrabione liście, niewyniesione na kompost sterty patyków i łętów. Straszą z ziemi suche badylki z obwisłymi zgniłymi lub przemrożonymi, co w sumie na jedno dziś wychodzi, resztkami liści. Ziemia rozmiękła i człowiek ma wrażenie, jakby chodził po tym, w co wchodzić bardzo nie lubi i wcale nie uważa, że włażenie w to coś przynosi szczęście. A desygnaty eufemistycznego” to coś” też się pokazały i rozmiękły. Ogólnie nie wygląda to na nowy początek, odradzanie życia itd. Dobra, dobra, czy ja czasem nie przesadzam? Przecież tak już było jesienią: brzydko, nago, szaro. Było, fakt, z poczuciem końca, schyłku, zmęczenia. Marzyło się o tym, żeby tego nie widzieć , a krótki dzień niewidzeniu sprzyjał. i jakoś tak sobie człowiek trwał: wygrabi się ścieżki na wiosnę, usunie badylki po zimie , a „tego czegoś” nie trzeba sprzątać, przecież nikt teraz po ogrodzie nie biega. Do domku lepiej, w ciepełko. No i tak minęła zima. Dzień coraz dłuższy i tę brzydotę, nagość i szarość widać z większą ostrością. I może o to w tym czasie przed wiosną chodzi?

cdn.

 

Lina

Gdyby twój przyjaciel wybierał się na spacer bardzo piękną drogą, która kończy się przepaścią, czy powiedziałbyś mu o niej? Gdyby twoje dziecko chciało złapać przepiękną w kształcie i kolorze rozżarzoną żarówkę, czy  przytrzymałbyś jego rączkę, by ochronić  przed poparzeniem? Pewnie bez wahania odpowiadasz: tak, oczywiście, to jasne, to mój przyjaciel, moje dziecko, nie chcę, żeby stała mu się krzywda. Co za pytanie w ogóle! Takie to proste.

Otóż to wcale nie jest proste. Oto twój przyjaciel chce zrobić krok, który prowadzi ku przepaści. Nie podoba ci się to, ale przecież to jego życie, jego szczęście, jak mogę się wtrącać. Twoje dziecko zbliża rękę do czegoś, co wcześniej czy później zada mu ogromny ból i to być może z niegojącą się raną  na zawsze. To jego sprawa, jego szczęście, nie mogę go zranić, odwróci się ode mnie.

Przepaść w górach i gorącą żarówkę w lampce nocnej widzisz i to jest ta różnica. Widzisz i wiesz, że nie ma możliwości, żeby w przepaść nie wpaść, jak się zrobi krok więcej, a żarówką nie oparzyć, gdy się jej dotknie. Dlaczego wydaje ci się, że w tych innych sytuacjach uda się skutków uniknąć, że można zmrużyć oczy i problemu nie będzie? Że w sumie inni też tak robią i są szczęśliwi.

Kilkanaście lat temu mogłam zginąć na przejściu dla pieszych. Zrobiłam krok przed stojącym samochodem, gdy na drugim pasie pojawił się mądrala jakich wiele. Moja mama złapała mnie w ostatniej chwili za nadgarstek i pociągnęła. Zabolało  i to na dłużej. Swoją drogą, skąd miała w sobie tyle siły, nie byłam już wtedy dzieckiem? Mamy tak mają. Czasami muszą znaleźć w sobie siłę, nawet za cenę bólu dziecka. Mama wyjmie dziecku drzazgę, choć wie, że zawyje z bólu, ale przecież nie może pozwolić, by rozwinęło się zakażenie. A dzieci czasem drzazgi ukrywają. Mamo, babciu, siostro nie bójcie się! Czasami naprawdę trzeba. Przecież kochacie!

A ty przyjacielu? Jeśli jesteś pytany, nie bój się powiedzieć tak, jak myślisz. Jeśli nie jesteś pytany, czekaj, bądź obok.

A jeśli nie masz odwagi? A jeśli inni mówią ci: siedź cicho, nie odbieraj prawa do szczęścia? Wtedy bądź gotów i czekaj.  Z tej przepaści można wydobyć się tak długo, jak długo bije serce tego, kto wpadł, do ostatniego uderzenia. Pleć linę i czekaj. Różaniec za różańcem umocnią sploty. I nawet jeśli miałoby to stać się w ostatniej chwili życia, to się stanie. Niech tylko ta lina się kołysze, żeby można było po nią sięgnąć. Ufaj.