Wiosna i Wielkanoc

DSC00236

Żeby zrobić wielki porządek, trzeba najpierw zrobić wielki bałagan. Prawda czy fałsz?

Fałsz- powie ktoś, żeby zrobić porządek, trzeba mieć bałagan. Hmmm, byli już tacy, co tak mówili.

A może, żeby zrobić porządek, trzeba dostrzec bałagan? Otóż to, otóż to.

Dostrzeżony bałagan zaczyna przeszkadzać, pojawia się pomysł zrobienia z tym „czegoś”. A pomysł, jak wiadomo, musi dojrzewać. A decyzja się odwleka i odwleka, jutro, no jutro już na pewno, nie, no jutro już na bank. Prokrastynacja czy jakoś tak na to uczenie mówią.

I wreszcie dzieje się to „coś”, najczęściej spada na głowę i nabija guza, a wtedy dość tego, nie jutro, dzisiaj!

No i tu pojawia się odpowiedź na początkowe pytanie. Jak się tak naprawdę ma bałagan, który się wreszcie dostrzeże, to niezależnie od liczby guzów, sińców, ran kłutych i ciętych, trzeba się zdobyć na wysiłek zrobienia na moment jeszcze większego bałaganu. Niech się opozycja nie chowa po kątach- wywala się na sam środek i zaczyna przez te hałdy przekopywać, ile by ich nie było.

Początkowo prawdopodobnie ogarnia neoficki zapał. Się zrobi i będzie pięknie. No będzie. W którymś momencie przychodzi zmęczenie- jeszcze tyle tego, może by tak do kartonu i pod łóżko, wróci się do sprawy później, kiedyś. Dobra, można na później, ale nie chowamy pod łóżko, bo pewnie szybko tam się nie zajrzy. Zostawić na środku, żeby pamiętać, przerwa jest potrzebna- ile można, ale niech leży, żeby wrócić na pewno.

Że to trwa? Że plecy bolą, skóra na dłoniach szorstka od kurzu ? Że już dość i  kto w ogóle miał taki głupi pomysł? Ale przecież … ma być pięknie.

I w końcu jest- udało się opanować bałagan, pozaglądać we wszystkie zakątki, poukładać na nowo i znaleźć w tym wszystkim sens. Jest pięknie! Ale… bałagan powróci, z pośpiechu, niecierpliwości, tak po prostu…  I nie ma na niego innej rady jak ta, by zabrać się za wielkie porządki, robiąc wielki bałagan, gdy się swój bałagan dostrzeże. I tak usque ad mortem ….

Cisza i nadzieja

DSC00234

Rekolekcje szkolne w podstawówce- bawimy się w radio. Trochę ruchu, parę pytań i odpowiedzi, a w tym wszystkim  dużo humoru. Dziennikarz powinien mówić prawdę, a żeby mógł, musi jej szukać. Cisza w radiu jako pustka jest niedobra, ale tylko w ciszy( bez zagłuszaczy) można dobrze usłyszeć słowo. Gdy mówi się do mikrofonu, warto się uśmiechnąć, wtedy głos inaczej brzmi. Taki sekret warsztatu dziennikarza?  A może po prostu sposób na życie?

Po kobiecemu

To był naprawdę dzień kobiet, a właściwie dzień spotkań z nimi. Najpierw msza święta w związku z  75.rocznicą podpisania przez Stalina dokumentu, który wielu kobietom odebrał mężów i ojców. Przez wiele lat spotykałam codziennie  Wdowę i Córkę Katyńską, nie wiedząc o tym aż do dnia pośmiertnych awansów dla oficerów – ofiar tej zbrodni . Dziś pod pomnikiem upamiętniającym ofiary Katynia i Sybiru spotykam trzy bliskie mi Córki Katyńskie- słowa nie potrafią wyrazić mojego szacunku i wdzięczności za to, że opowiadają swoją historię, za to, że są pięknymi kobietami, za ich niezłomność, wiedzę i ,,, poczucie humoru.Lubię tak po prostu z nimi choć chwilkę porozmawiać.

Popołudnie w kinie na przeglądzie filmów i dyskusji o roli kobiet w podziemiu.  Niezwykłe to, a może właśnie zwyczajne kobiety o przepięknych oczach- jest w nich i figlarny błysk, i zaduma, i ból. Jest opowieść o sanitariuszce z Powstania, która nie wierzy w przeznaczenie tylko w Boga i czuje, że przeżyła, by modlić się za tych, którzy zginęli. Jest film o dziewczynie Łupaszki, urzeka  piękny język jej opowieści i ogromna dyskrecja. Mobilizuje historia 98-letniej pani, która po prostu tak została wychowana- do działania tam, gdzie trzeba i wtedy, kiedy trzeba .  No i uderzająca skromność- na pytania o swoją działalność gość dyskusji odpowiada w kilku słowach i zaraz dzieli się historią gen. Elżbiety Zawackiej, kobiety, która mnie fascynuje. Jedynej kobiety wśród Cichociemnych, spośród których jednego miałam ogromne szczęście poznać, ale o tym innym razem.

Że używam wielkich słów, że to patos? Że tyle dużych liter?  Tak wyszło, samo.

Być kobietą…. taką jak one? Być kobietą po prostu.  Ustępowanie miejsca kobiecie, przepuszczanie w drzwiach, poniesienie torby, powstrzymywanie się od słów i tematów właściwych męskim rozmowom, całowanie w rękę jedynie w stosownych okolicznościach- to wszystko jest efektem wychowania przez mamę, która wychowuje mężczyznę, nie „faceta”. Że to małe, drobne sprawy? Kto w małych, ten i w wielkich się sprawdzi. Może warto życzyć sobie, by nie zabrakło miejsca dla konserwatywnych kobiet obok pań, które myślą inaczej. Pewnie warto, a miejsca na świecie jest dość. Dobrze  być”słabszą płcią”, tak naprawdę niezwykle silną.

 

Żołnierze i słowa

Po raz piąty obchodzony wywołał dyskusje- wyklęci czy niezłomni? Warto wrócić do genezy tego pierwszego słowa w odniesieniu do konkretnej grupy Polaków. Słowami różnimy się też, śpiewając jedną z pieśni, której geneza na pewno nie zapowiadała takiej”kariery”. Ale może to dobrze, może po prostu więcej starań trzeba wkładać w to, by widzieć i pokazywać wokół siebie to, co dobre, nie  zamykając oczu na to, co paskudne. Tak długo, póki co miesiąc w godzinie szczytu na 30-40 minut (całkiem legalnie) utrudniony jest ruch w centrum miasta, by grupa ludzi mogła skorzystać z demokracji tak, jak jej serce podpowiada,  nikt mnie nie przekona, że żyję w innym kraju, niż żyję. A żyję w kraju, w którym w środku dnia kościół wypełniony po brzegi ludźmi w różnym wieku, dla których ta obecność jest ważna. Gdzie po mszy większość osób czeka, aż zostaną wyprowadzone sztandary. Gdzie kilka par wybrało się na niedzielną randkę na plac, by zajrzeć do „namiotów Wyklętych”. Gdzie na przystanku tramwajowym w pobliżu tego placu, oczekujący na tramwaj tata z synem przeglądają komiksy o bohaterach, młody człowiek wertuje okolicznościową publikację, a mama dzwoni do córki, by posprzątała biurko, bo po obiedzie potrzebne będzie miejsce na układankę- sześćsetelementowe zdjęcie Marszałka Piłsudskiego. Gdzie czternastoletni chłopak z wielkim przejęciem śpiewa „Rotę” na zakończenie uroczystości, na które przyjechał sam, bo tata niestety ma dyżur. Gdzie inny chłopak- na oko student niezwykle elegancko i z ogromnym szacunkiem wita starszą niepozorną panią- nieznaną bohaterkę? Że za mało tych ludzi? Może i za mało, ale …. Cztery lata temu było ich mniej. I to jest ważne!