Żołnierze i słowa

Po raz piąty obchodzony wywołał dyskusje- wyklęci czy niezłomni? Warto wrócić do genezy tego pierwszego słowa w odniesieniu do konkretnej grupy Polaków. Słowami różnimy się też, śpiewając jedną z pieśni, której geneza na pewno nie zapowiadała takiej”kariery”. Ale może to dobrze, może po prostu więcej starań trzeba wkładać w to, by widzieć i pokazywać wokół siebie to, co dobre, nie  zamykając oczu na to, co paskudne. Tak długo, póki co miesiąc w godzinie szczytu na 30-40 minut (całkiem legalnie) utrudniony jest ruch w centrum miasta, by grupa ludzi mogła skorzystać z demokracji tak, jak jej serce podpowiada,  nikt mnie nie przekona, że żyję w innym kraju, niż żyję. A żyję w kraju, w którym w środku dnia kościół wypełniony po brzegi ludźmi w różnym wieku, dla których ta obecność jest ważna. Gdzie po mszy większość osób czeka, aż zostaną wyprowadzone sztandary. Gdzie kilka par wybrało się na niedzielną randkę na plac, by zajrzeć do „namiotów Wyklętych”. Gdzie na przystanku tramwajowym w pobliżu tego placu, oczekujący na tramwaj tata z synem przeglądają komiksy o bohaterach, młody człowiek wertuje okolicznościową publikację, a mama dzwoni do córki, by posprzątała biurko, bo po obiedzie potrzebne będzie miejsce na układankę- sześćsetelementowe zdjęcie Marszałka Piłsudskiego. Gdzie czternastoletni chłopak z wielkim przejęciem śpiewa „Rotę” na zakończenie uroczystości, na które przyjechał sam, bo tata niestety ma dyżur. Gdzie inny chłopak- na oko student niezwykle elegancko i z ogromnym szacunkiem wita starszą niepozorną panią- nieznaną bohaterkę? Że za mało tych ludzi? Może i za mało, ale …. Cztery lata temu było ich mniej. I to jest ważne!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *