
Każdy jest dzieckiem swoich rodziców, w każdym jest coś z dziecka, jestem dzieckiem Bożym. Taaaaa, pewnie, każdy by chciał świętować pierwszy czerwca, więc się elegancko podpina pod lody, watę cukrową i takie tam różne drobne przyjemności.
A tak na poważnie, to jak jest z tym dzieckiem we mnie? O właśnie, przede wszystkim poważnie: świat traktuję poważnie, drugiego człowieka traktuję poważnie, sama też chcę być traktowana poważnie. No co, nie mieliście tak? I nie macie? Acha…
Ale poważnie, to nie znaczy bez poczucia humoru. No nie, chichranie się do łez i ciągle z tego samego. np. ostatni mem:autobus, który ma tam, gdzie zwykle numer i trasa, napis: „tramwaj”, a podpis pod obrazkiem: nie będziesz mi mówić, kim jestem. No co spojrzę, to się śmieję. Nie macie tak, nie? Mhm…
Wciąż znajduję coś, na co patrzę z zachwytem, takim aż do bólu. Jak na wielką choinkę jeszcze ze świeczkami prawdziwymi kiedyś, jak na tę lalkę ze zdjęcia lat temu …dzieści (ona wciąż ma sukienkę z pierwszego dnia, a butki to efekt pierwszych zabaw z szydełkiem, gdy miałam 9-10 lat). Przypomnijcie sobie, co Was ostatnio zachwyciło- jest! jest dziecko w Was!
Pokerowa twarz to nie jest specjalność dziecka- w oczach widać wszystko. Choć dziecko potrafiło być powściągliwe, ale te oczy, te oczy. Łatwo się rozmawia, gdy nie widzisz w oczach, o co chodzi?
Są takie dni, gdy w serduchu podskakuje jakiś mały ptaszek, gdy trzeba przeskoczyć przez kałużę, coś się do siebie głośno powie albo zaśpiewa ( ups!) na środku ulicy i uświadamiasz sobie, że to było nie tylko w Twojej głowie, gdy napotkasz zdziwione spojrzenie przechodnia z przeciwka. Dobrze, że to nie Twój student albo kontrahent.
Chlebek z masłem i ogórkiem małosolnym albo z masłem i truskawkami- mmmmm, wracają wszystkie wakacyjne wspomnienia.
Lektury dla najmłodszych czytane pod pretekstami rodzinnymi i zawodowymi, taaaaaa, jasne.
i to wszystko prawda, i jeszcze więcej mogłabym wymieniać, ale dziś uświadomiłam sobie, gdzie tak naprawdę jestem i chcę być dzieckiem do końca, do ostatniego oddechu, a to wcale nie jest takie oczywiste, choć takie się wydaje. Tu tkwi wielki sekret:
Zawsze, zawsze, zawsze, gdy coś zbroję, przekombinuję, popsuję, mam nadzieję, że wciąż mi się uwierzy, że ja naprawdę, ale to naprawdę chcę być grzeczna i że się poprawię. O to chodzi, o tę nadzieję, że znowu będzie mi wybaczone, że jestem ukochanym rojbrem. I że wiadomo, że ja po raz kolejny przewrócę, rozleję, pysknę, popsuję, ale znowu dostanę szansę na naprawę.
Tak, tak, świętuję dzień dziecka ( specjalnie małe litery, bo nie ten mieżdunarodnyj) właśnie dlatego: gdyby nie było Tego, kto zawsze mi wybaczy, gdy o to poproszę, nie zachwycałabym się światem, nie skakała przez te kałuże, nie czytała Makuszyńskiego i Grabowskiego, nie czuła radości, grając z kolejnym pokoleniem maluchów w kolorowe kostki, drabinki, a potem szachy. Nie dbała o zbierane latami akcesoria do domku dla lalek, nie słuchała długogrających płyt zacinających się od zawsze na tych samych piosenkach. Dlaczego? Bo byłabym smutnym dorosłym człowiekiem, który mając świadomość głupot, które w życiu popełnił, nie miałby co z tym zrobić. Widziałby ciemno, ciemno i nic dobrego w sobie.
Dziecko tak nie ma! Dziecko wie, że czasem robi źle, ale dziecko zawsze wierzy, że może się poprawić. I chce to zrobić, nawet jak mu milion razy nie wyjdzie.
To co , chcesz być dzieckiem?