Ogieniek, płomyk, świeczka, co w tym drobiazgu jest takiego, że dobrze mi przy nim ?
Czy światełko świeczki przyciąga dlatego, że jest maleńkie i można je ukryć w dłoniach? A może dlatego, że słabnie i rozbłyska, nie poddaje się tak łatwo próbom zagaszenia? Co dla mnie ważniejsze – jego siła czy słabość?
Czy może przyciąga mnie blask, przy którym czuję się jakoś tak bezpieczniej, czy to raczej ja mam go strzec?
Pełgający płomyczek rozbawia – gdy tańczy, mruga, figluje. A może ten płomyczek poddający się najlżejszym ruchom powietrza pokazuje, że w tym jest pewna metoda na trwanie?
W kręgu płomyczka jest jasno, a poza nim? Czy to, co wyłania się z ciemności, budzi raczej niepokój, czy zaciekawienie?
Lubię siedzieć w mroku, wpatrując się w płomyk. Lubię, gdy wokół są inni ze swoimi światłami. Ważne, by każdy pilnował własnego płomyka. Nie tylko dla siebie, dla innych też. Nie musimy teraz robić wielkiego ogniska. Może kiedyś będzie trzeba. Warto dbać o własny mały ogieniek, by móc rozpalić czyjś przygaszony, dać iskierkę komuś nowemu. By płomyk od płomyka wędrował.
