Archiwum kategorii: źródła

Wrześniowe impresje

Wytłumaczę się z milczenia w innym wpisie.

Teraz ten, żeby nie umknęło.

DSC00188

Wrzesień 2014- pierwsza a,  trzecia, a może czwarta ławka pod oknem, a w niej dwie małe dziewczynki- jasne włoski, ciemne włoski- kitki, spinki, opaski; jasne oczka, ciemne oczka- zaciekawione spojrzenia. Czy się polubią? Czy będą pożyczały sobie kredki, wymieniały karteczki z notesików albo naklejki? Czy w ich albumach ze zdjęciami będą pojawiały się ich uśmiechnięte buzie z kolejnych szkolnych lat? Czy spotkają się kiedyś jako dorosłe? A dziś pada deszcz, będzie rysowanie, opowiadanie o wakacjach, poznawanie dzieci z drugiej ławki pod oknem i tych, co siadły całkiem z tyłu.

Wrzesień 1975. Dwie małe dziewczynki nie wiadomo, jak się odnalazły w dużej szkole. Może na przerwie? Jedna z pierwszej a, druga z pierwszej c. Zapamiętane odwiedziny i kakao na podwieczorek, i listy krążące między domem a szpitalem, gdy jednej wycinano migdałki. A potem ta z pierwszej c zniknęła, wyjechała do rodziców, daleko, na zawsze. W mieszkaniu zamieszkał ktoś inny- ta z pierwszej a odwiedzała je potem nieraz. Nie było już listów, wymienianych karteczek, wspólnych powrotów ze szkoły. Tylko jedno zdjęcie ze ślubowania pierwszaków- tych z pierwszej a i tych z pierwszej c. Takie pierwsze dziecięce niespełnienie …..

Wrzesień 1939 . Dwie małe dziewczynki. Może miały być jeszcze uczone w domu, może miały chodzić już do pierwszej a,  do szkoły, do której formalnie były zapisane, nie wiadomo. Miały za to przygotowane plecaczki- nie było w nich szkolnych książek. Każdego wieczoru sprawdzana gotowość do drogi. I pewnego dnia w tę drogę wyruszyły. Wróciły po latach do miasta, ale już nie do domu, w którym był elementarz, choć dom stał …

 

Moja ulubiona pora … pomidorów

DSC00187

Oto jest czas jedzenia pomidorów. Przesadza, jak zwykle, co to za rarytas- pomidory dostępne cały rok. Dobrze, jasne, ale ja lubię je właśnie teraz, a cały rok mogę nie jeść. Pomidor musi pachnieć, musi mieć miękki miąższ, żadnych tam włókienek i środków do wykrawania. A skórka sio! To paskudztwo dla żołądka.

W naturze tak jest- wszystko ma swoją porę i wtedy naprawdę smakuje najlepiej. Warto sprawdzić. A w życiu? W życiu też wszystko ma swoją porę, tylko jest drobna różnica. Pora na pomidora jest ta sama u mnie i w ogródku sąsiada, a w życiu nie ma co się porównywać. Dla każdego przyjdzie właściwy czas na to, co ma przyjść. I to naprawdę może być zupełnie nie to samo, co u sąsiada. Za to dla mnie najlepsze. Zaglądam do ogródka sąsiada- w styczniu ani on, ani ja nie mamy po co wędrować do warzywnika. A w życiu ….

Moje camino

DSC00037

– Co robisz  w sobotę?

– Idę na Jakubowy szlak. Wybierzesz się z nami?

– No coś Ty, nie stać mnie na Hiszpanię!

-Ale ja od Mogilna!

– Fajnie, chciałbym kiedyś iść na prawdziwe Camino.

– Ale to jest prawdziwe!

Dialog autentyczny, a pielgrzymowanie zaczyna się od głowy, jak powiedział kiedyś pewien arcybiskup. I tak rzeczywiście się zaczęło. Wspomnienie św. Jakuba Większego – syna gromu, to dobra data, by wielkopolskie camino przywołać. Wychodzisz z domu i ruszasz na szlak ten za muszlami, ale często wspólny z rowerowym i zwykłym pieszym turystycznym. Dziwna rzecz, gdy idziesz za muszlami, to to jest jakaś inna droga niż  ta sama szlakiem zielonym czy czerwonym tyle razy pokonywana. Dlaczego?Odpowiedź najprostsza, bo tak!

Czy dojdę, a może nawet: czy chcę dojść  do Compostelli? Nie wiem, na razie chcę iść, bo te wszystkie dobre rzeczy, które w drodze się zdarzają, mogą czekać i tam daleko i tu, niedaleko. Więc idę i to jest dobry czas i dobra droga i zachwyt nad pięknem! Wyruszyć może każdy, muszle czekają! I wszystko czeka!

Domowe zapachy albo refleksje nad mirabelkami

DSC00150

W jednym pokoju, tym lawendowej wróżki pachniało jagodziankami kupowanymi na podwieczorek. W jagodziankach były prawdziwe jagody i było ich dużo. Pokój obok to królestwo smażonego sera- mały aneks kuchenny wróżki szmaragdowej  gromadził wielbicieli smaku, a kogo zapach odganiał, mógł iść podlewać jakby co. Hasło „domowy zapach” powstało w kuchni po kolejnym przypaleniu mleka.  A przypalenia wszelakie przyjmowano ze stoickim spokojem: jeden z domowników wpada do jadalni-” coś się przypala”, „już się spaliło”- zgodny głos reszty rodziny komentuje utratę kalafiora na obiad. Czasami dom pachniał tym, co w paczce: pierniczki całuski trafiały z południa, a ciastka kruche z maszynki z północy.

A mirabelki co robią w tej historii? Królują. Piękny kolor i zapach, woskowana skórka świeżych i aromat wysmażanych porządnie owoców to jest to! Mirabelkowe drzewo stoi „od zawsze”- przypomina kształtem drzewa z gaju oliwnego. Niczego nie oczekuje i dzieli się hojnie tym, co ma najlepszego. I jak tu ich nie pozbierać i nie postać nad parującym garnkiem? No jak odrzucić taki prezent?

Nadganianie

DSC00026

 

Obrazek adekwatny do ponadtygodniowej absencji. Tych kwiatków już nie ma! Zapowiadały się pięknie, ale… najpierw pies wyciągnął jedną sadzonkę z doniczki. Szybko wsadzona z powrotem, odżyła. Ale… doniczka pozostawiona sama sobie, a właściwie psu… za późno  okazało się, że dwie kolejne sadzonki opuściły stałe miejsce pobytu. Już nie było czego ratować. Tak to bywa. Się nie zauważy, się przegapi i już  nie ma odwrotu. Chociaż zawsze warto spróbować, póki są korzenie.  W doniczce została ta pierwsza sadzonka, a pęk kwiatów lobelii trzyma się w wazonie.  Do czasu. Warto pamiętać o korzeniach, żeby można było wrócić …. na stałe, nie tylko kwitnąć w wazonie…

To jeszcze o tym, co już było w głowie, ale się dotąd nie zapisało:

 

DSC00039

Takich zestawów, jak ten na zdjęciu sporo. Niektóre, jak „Czerwony kapturek” mają jeszcze wersję kasetową.  Wielopokoleniowość wyznaczona nośnikami bajek w pięknym wykonaniu: „Kopciuszka” i wspomnianego wyżej Kapturka na czarnej płycie mogła słuchać babcia, na kasecie mama, a na kompakcie wnuczka. Nic nie zmyślam- można sprawdzić daty wydania. I wciąż warto słuchać. Pytanie- na jakim nośniku? Kasetowy odtwarzacz wzbudza radość kolejnego pokolenia, gdy opanuje już, którą stroną wkładać kasetę, jest zabawa na pół dnia. Miło jest wrócić do czarnej płyty, która zacinała się zawsze w tym samym miejscu: „Piotruś, Janku gdzie je(steście? Długo je)szcze? I odruch, kiedy się słucha bajki o Piotrusiu Panu z płyty kompaktowej, że w tym miejscu trzeba płytę przełożyć na drugą stronę. No tak, tę czarną, na adapterze „Bambino”, który się nie zachował. Na nowym gramofonie płyty trzeszczą, aż dreszcz przechodzi i cały klimat tamtego słuchania wraca. I wszystko wraca… Ale nie po to, żeby było żal … Tylko, żeby było pięknie….

Domek z kart albo początek

DSC00011

Kart było wiele. Te z góralskimi motywami albo z wilczymi łbami nie nadawały się do budowania, bo przeszły wiele wojen, makao i remika. Czekały spokojnie na deszczowe popołudnia w tekturowym pudełku po herbacie . Do budowy służyły nudne, ale nowiutkie talie czerwona i niebieska.  Na niskim stoliku plac budowy. W pełnym skupieniu, karta za kartą powstaje dom. Delikatnie dokładane elementy kolejnego piętra, każdemu zakończonemu towarzyszy mocniej bijące serducho i radość. Głowa pochylona na blatem, od czasu do czasu tylko czujne spojrzenie z boku, czy aby wszystko równo. I nagle wiuuuuu, powiew wiatru otwiera przymknięte okno i przewraca całą budowlę. Niedowierzanie, złość, łzy i milczenie. A potem spojrzenie ponad ruinami- jest piękne wrześniowe popołudnie. No dobrze, zburzyłeś moje budowanie, to co teraz? Co chcesz tu zbudować, jaki masz plan?

Z poddasza bliżej do nieba?

DSC00004Z poddasza bliżej do nieba? To oczywiste!

Scenka pierwsza

Pokój dla gości przygotowany, łóżko pościelone, okno dachowe nad nim otwarte, by dotarło powietrze o zapachu kwitnących lip. Czas zająć się kolacją. Działania kulinarne trwają, zaczyna padać. I pada. Na czystą pościel w pokoju pachnącym lipą też.

Scenka druga

Księżyc w pełni zagląda na poddasze. Hmmm, trzeba będzie w końcu kupić rolety, no tak, trzeba się tym zająć. Po miesiącu- księżyc w pełni …. trzeba by kupić rolety ….

Z poddasza bliżej do nieba? To oczywiste?