Wytłumaczę się z milczenia w innym wpisie.
Teraz ten, żeby nie umknęło.

Wrzesień 2014- pierwsza a, trzecia, a może czwarta ławka pod oknem, a w niej dwie małe dziewczynki- jasne włoski, ciemne włoski- kitki, spinki, opaski; jasne oczka, ciemne oczka- zaciekawione spojrzenia. Czy się polubią? Czy będą pożyczały sobie kredki, wymieniały karteczki z notesików albo naklejki? Czy w ich albumach ze zdjęciami będą pojawiały się ich uśmiechnięte buzie z kolejnych szkolnych lat? Czy spotkają się kiedyś jako dorosłe? A dziś pada deszcz, będzie rysowanie, opowiadanie o wakacjach, poznawanie dzieci z drugiej ławki pod oknem i tych, co siadły całkiem z tyłu.
Wrzesień 1975. Dwie małe dziewczynki nie wiadomo, jak się odnalazły w dużej szkole. Może na przerwie? Jedna z pierwszej a, druga z pierwszej c. Zapamiętane odwiedziny i kakao na podwieczorek, i listy krążące między domem a szpitalem, gdy jednej wycinano migdałki. A potem ta z pierwszej c zniknęła, wyjechała do rodziców, daleko, na zawsze. W mieszkaniu zamieszkał ktoś inny- ta z pierwszej a odwiedzała je potem nieraz. Nie było już listów, wymienianych karteczek, wspólnych powrotów ze szkoły. Tylko jedno zdjęcie ze ślubowania pierwszaków- tych z pierwszej a i tych z pierwszej c. Takie pierwsze dziecięce niespełnienie …..
Wrzesień 1939 . Dwie małe dziewczynki. Może miały być jeszcze uczone w domu, może miały chodzić już do pierwszej a, do szkoły, do której formalnie były zapisane, nie wiadomo. Miały za to przygotowane plecaczki- nie było w nich szkolnych książek. Każdego wieczoru sprawdzana gotowość do drogi. I pewnego dnia w tę drogę wyruszyły. Wróciły po latach do miasta, ale już nie do domu, w którym był elementarz, choć dom stał …
