Kart było wiele. Te z góralskimi motywami albo z wilczymi łbami nie nadawały się do budowania, bo przeszły wiele wojen, makao i remika. Czekały spokojnie na deszczowe popołudnia w tekturowym pudełku po herbacie . Do budowy służyły nudne, ale nowiutkie talie czerwona i niebieska. Na niskim stoliku plac budowy. W pełnym skupieniu, karta za kartą powstaje dom. Delikatnie dokładane elementy kolejnego piętra, każdemu zakończonemu towarzyszy mocniej bijące serducho i radość. Głowa pochylona na blatem, od czasu do czasu tylko czujne spojrzenie z boku, czy aby wszystko równo. I nagle wiuuuuu, powiew wiatru otwiera przymknięte okno i przewraca całą budowlę. Niedowierzanie, złość, łzy i milczenie. A potem spojrzenie ponad ruinami- jest piękne wrześniowe popołudnie. No dobrze, zburzyłeś moje budowanie, to co teraz? Co chcesz tu zbudować, jaki masz plan?

