Wszystkie wpisy, których autorem jest Maria Łączkowska

O warzywach strączkowych i skakaniu

DSC00130

 

Zdarzyło się komuś wśród plażowego ekwipunku nieść garnek z bobem lub fasolką? Ugotowanymi dodajmy, choć to oczywiste. No właśnie to się nazywa wolność. Można czas spędzić na plaży z dostępem do smażalni lub baru, a można wędrować przez las na plażę z garnkiem bobu. I tak jest dobrze, i siak jest dobrze.

To teraz historia o skakaniu. Był sobie ogród na tyle duży, że udało się w nim wygospodarować świetne miejsce na skoki w dal- szeroka ścieżka z zagonkami z marchewką po jednej i winoroślą po drugiej stronie. Zabawa była, jak to kiedyś mawiano, pyszna. Córki skakały a tatuś sędziował. Dobry czas. A obok był ogród, w którym nie było miejsca na skoki w dal, ale był tatuś, synek i córka. Tatuś poskrobał się w głowę i już po chwili dzieci skakały, a tatuś sędziował. Tym razem skoki wzwyż. A obok były inne ogrody, i tatusiowie, i dzieci. I tatusiowie mogli sędziować, a dzieci skakać, chlupać i biegać. Dobry czas, gdy jeden pomysł przeskakuje z ogrodu do ogrodu.

Fakty i prawdziwe pasje

DSC00086

To jest Kubuś najprawdziwszy! Poczytać o nim warto przed 1 sierpnia 2014, jeśli się ma ochotę. Przyjechał z Warszawy do Podrzecza,  gdzie przez trzy dni usłyszeć można było samą prawdę i poznać historię II Wojny Światowej. W tym roku głównie wydarzenia z 1944. Dotknąć Kubusia, usłyszeć o  Monte Cassino, Arnhem,Studziankach i zrozumieć różnicę między frontem wschodnim i zachodnim, nie tylko tę oczywistą. Zobaczyć rekonstrukcję manewrów na Wołyniu z 1938 i epizod z żołnierzami wyklętymi z 1945. To wszystko można, jeśli się tylko zechce. Tak jak zechcieli organizatorzy i uczestnicy Strefy Militarnej (https://www.strefamilitarna.info/sm/) . Prawdziwa pasja i ogromna wiedza przyciąga! Może kogoś nowego za rok sprowadzi pod Gostyń.  A może komuś łza się zakręci nie od prochu i pyłu, ale tak po prostu, jak przy inscenizacji „Przyczółek Czerniakowski”, bo to było naprawdę!

biblioteka po raz pierwszy

DSC00042

 

Burza całkiem niezła z jednym grzmotem tuż nad głową, coś pięknego.  Przy takim deszczu wyczekiwanym miło jest zasiąść z lekturą, taką na przykład, która trafiła do ręki wraz ze świadectwem, Zresztą  czytanie i w słoneczny dzień miłe wielce.

Gdybym była bibliotekarką i na koniec roku mogłabym kupić książki na nagrody, to taką bym listę stworzyła:

Dla najmłodszych przyrodników : Joanny Winieckiej- Nowak „Detektyw przyrody. Świat roślin.” Świetna rzecz, nic tylko wybrać się z ta lekturą na spacer i rozpoznawać, co tam w świecie rośnie. A jak w szkole przyjdzie czas robienia zielnika, to wtedy rodzice docenią tę pozycję należycie!

Dla najmłodszych historyków: Tomasza Kruczka ” Bitwa o gród Sędziwoja”. Rewelacyjna to opowieść o roku 999    albo Bronisławy Ostrowskiej  „Bohaterski miś”- niesamowita opowieść o I wojnie światowej i Polakach na jej frontach.

Dla wielbicieli baśni :   Zenona Gierały „Baśnie i legendy ziemi świętokrzyskiej”- to jedna wielka zachęta, by na te tereny się wybrać, a przy tym przepiękna szata graficzna-postaci według Jana Matejki i Wojciecha Gersona oraz pejzaże Zygmunta Vogla. Uczta prawdziwa! A jeśli wakacyjny szlak może poprowadzić na północ, to Jana Skorupskiego „Złota legenda znad polskich lasów i jezior” będzie świetnym przewodnikiem.

I dla starszych Joanna Wieliczka- Szarkowa z gawędą w „Bitwach polskich żołnierzy 1940- 1944” albo Andrzej Nowak i pierwszy tom „Dziejów Polski”, by znów przenieść się do początków państwa polskiego- to się czyta!

A dla dziewcząt chyba sięgnęłabym po „Kalamburkę” Małgorzaty Musierowicz- to taki specjalny tom jeżycjady, przeze mnie  ostatni przeczytany  tej serii,  gdy opowieść robi w tył zwrot, by zatrzymać dla nas bohaterów na zawsze. W książce to możliwe, w tym życiu nie, ale … można zawsze opowiedzieć o pewnej szkolnej bibliotece będącej swego czasu schronieniem dla skołowanego nastolatka. I o paniach bibliotekarkach udzielających azylu, porad czytelniczych i podsuwających chusteczki, gdy trzeba było. Zwłaszcza jedna z pań była szczególnie ważna wtedy, a dziś pewnie porządkuje dla nas niebieski księgozbiór i spotkała już wszystkich swoich ulubionych autorów…  dobrej lektury!

Nadganianie

DSC00026

 

Obrazek adekwatny do ponadtygodniowej absencji. Tych kwiatków już nie ma! Zapowiadały się pięknie, ale… najpierw pies wyciągnął jedną sadzonkę z doniczki. Szybko wsadzona z powrotem, odżyła. Ale… doniczka pozostawiona sama sobie, a właściwie psu… za późno  okazało się, że dwie kolejne sadzonki opuściły stałe miejsce pobytu. Już nie było czego ratować. Tak to bywa. Się nie zauważy, się przegapi i już  nie ma odwrotu. Chociaż zawsze warto spróbować, póki są korzenie.  W doniczce została ta pierwsza sadzonka, a pęk kwiatów lobelii trzyma się w wazonie.  Do czasu. Warto pamiętać o korzeniach, żeby można było wrócić …. na stałe, nie tylko kwitnąć w wazonie…

To jeszcze o tym, co już było w głowie, ale się dotąd nie zapisało:

 

DSC00039

Takich zestawów, jak ten na zdjęciu sporo. Niektóre, jak „Czerwony kapturek” mają jeszcze wersję kasetową.  Wielopokoleniowość wyznaczona nośnikami bajek w pięknym wykonaniu: „Kopciuszka” i wspomnianego wyżej Kapturka na czarnej płycie mogła słuchać babcia, na kasecie mama, a na kompakcie wnuczka. Nic nie zmyślam- można sprawdzić daty wydania. I wciąż warto słuchać. Pytanie- na jakim nośniku? Kasetowy odtwarzacz wzbudza radość kolejnego pokolenia, gdy opanuje już, którą stroną wkładać kasetę, jest zabawa na pół dnia. Miło jest wrócić do czarnej płyty, która zacinała się zawsze w tym samym miejscu: „Piotruś, Janku gdzie je(steście? Długo je)szcze? I odruch, kiedy się słucha bajki o Piotrusiu Panu z płyty kompaktowej, że w tym miejscu trzeba płytę przełożyć na drugą stronę. No tak, tę czarną, na adapterze „Bambino”, który się nie zachował. Na nowym gramofonie płyty trzeszczą, aż dreszcz przechodzi i cały klimat tamtego słuchania wraca. I wszystko wraca… Ale nie po to, żeby było żal … Tylko, żeby było pięknie….

Nutria i całus

DSC00035

Wakacje kilka razy zaczęły się kolonią zuchową. Zuchy dziś mają swoje zuchy, a druhny lubią wspominać wszystko to, co znalazło się w zuchowej kronice po każdorazowym obowiązkowym: „Wstaliśmy, umyliśmy się i zjedliśmy pyszne śniadanie.” A potem był turniej rycerski, ognisko zakończone burzą i suszeniem na płocie wszystkiego, co się dało , nocna wyprawa do lasu po kubek jagód bez prawa oglądania się za siebie dla zdobywców małych trzech piór, teatr grecki i wieczorny obchód namiotów albo sal: „druhno, całusa na dobranoc”. Do dziś to najmilsze wspomnienie tamtych dni- 25 zuchenek i zuchów, którym się haftowało słoneczka i wilczki, w wieku od 6 do 10 lat o różnych  temperamentach, stopniach samodzielności i apetytach w tym jednym momencie rozczulająco takich  samych… druhno, całusa… Nutria też, a był już całkiem duży. ….

Wakacje i pytania

Zdjęcie0462

Moje ulubione pytanie dotyczące zeszłorocznych wakacji: co można przez 5 dni robić w Płocku? Można i to nawet dłużej- nam zabrakło jednego dnia, żeby zobaczyć naprawdę wszystko, co chcieliśmy, a i tak dwie atrakcje były w remoncie. Jak nie macie planów wakacyjnych jeszcze, to polecam, więcej się tu na ten temat pojawi, ale nie dziś. W każdym razie warto dawać się zaskakiwać, a jak coś na pozór wydaje się małe, to najczęściej się tylko wydaje.

Jabłonka

DSC00024

Rosła kiedyś jabłonka, dawała jabłka żółte w prążek jak piżamka. Objadały się nimi dzieci i robaczki, bo to w naturze było, a w tej dzieci i robaczki nie przeszkadzają . Jabłonka miała jedną gałąź fantastyczną, na której tak do trzydziestu kilo człowieka siedziało wygodnie, a bywało, że wisiało albo się huśtało na huśtawce z liny i deseczki a czasem z opony. W naturze nie każda jabłonka wydaje owoc. Ale każda jabłonka daje cień. Tylko nie można nieowocującej jabłonki męczyć, przycinać, żeby rodziła. Niech rośnie taka jak jest- i ptaki się nią cieszą, i robaczki, i dzieci. Piękna jesteś jabłonko.

A co się stało z tą, która owocowała? Już jej nie ma, ale …. w ogrodzie są dwa drzewka, wyrosły z pestek wyplutych przez dzieci. Nikt drzewek nie wspomagał. Jedno daje owoce żółte w prążek jak piżamka, a drugie daje cień.  Bo w naturze wszystko jest możliwe i wszystko ma swoje miejsce.

Porzeczka albo jeszcze inny początek

DSC00022

 

Było tak. W ogrodową przestrzeń jadalną powróciły po wielu latach czarne porzeczki. Wyrosły dorodne krzaki i zapowiadały się niezłe owoce. I wtedy porzeczkę zaatakowało coś. A że się chemii unika, to trzeba było cosiowi zaradzić ręcznie. Listek po listku wszystkie zaatakowane się obrywało, ale gałązki porzeczki kruche są i się jedną złamało. Żal wyrzucać zieloną gałązkę, niech posiedzi parę dni w wazonie. Zadomowiła się i ukorzeniła, a owoce nie opadły, tylko zaczęły dojrzewać. Ale heca? Nie, taki ogród, w którym ukorzeniają się patyczki wtykane jako podpórki dla fasolki,  pestki zgubione w drodze na kompost wyrastają w melony na ścieżce, nawet palma daktylowa z kompostu trafiła na salony. Może warto siać i sadzić… wszędzie…

Prezenty

DSC00010

W baśniach matki chrzestne czasem okazują się wróżkami. W tej historii wróżki były trzy: koralowa wróżka elegancji, szmaragdowa wróżka mądrości i lawendowa wróżka wierności. Jakie prezenty zostawiły? Polubienie żółtych kwiatów i delikatny odcień szminki na każdy dzień, „753 z jajka wykluł się Rzym, a na pasjanse jeszcze przyjdzie czas” oraz serwetkę prutą i poprawianą tak długo, aż nadawała się do pokazania światu. A najważniejszy prezent od wszystkich trzech to sposób na rozpoczynanie i kończenie każdego dnia.

Domek z kart albo początek

DSC00011

Kart było wiele. Te z góralskimi motywami albo z wilczymi łbami nie nadawały się do budowania, bo przeszły wiele wojen, makao i remika. Czekały spokojnie na deszczowe popołudnia w tekturowym pudełku po herbacie . Do budowy służyły nudne, ale nowiutkie talie czerwona i niebieska.  Na niskim stoliku plac budowy. W pełnym skupieniu, karta za kartą powstaje dom. Delikatnie dokładane elementy kolejnego piętra, każdemu zakończonemu towarzyszy mocniej bijące serducho i radość. Głowa pochylona na blatem, od czasu do czasu tylko czujne spojrzenie z boku, czy aby wszystko równo. I nagle wiuuuuu, powiew wiatru otwiera przymknięte okno i przewraca całą budowlę. Niedowierzanie, złość, łzy i milczenie. A potem spojrzenie ponad ruinami- jest piękne wrześniowe popołudnie. No dobrze, zburzyłeś moje budowanie, to co teraz? Co chcesz tu zbudować, jaki masz plan?