Miodowa refleksja

Dziś św. Ambrożego, który powiedział kiedyś: „Zbyt często czyste sumienie jest tylko rezultatem marnej pamięci”. Ups! W tym miejscu mogę skończyć wpis, prawda?

Ale nie. nie, nic z tych rzeczy. Ambroży to patron pszczelarzy – kto chce, może sobie poczytać, dlaczego i jeszcze coś: nie, ambrozja to nie ten trop.

Ule to jeden z tych pomysłów, których realizacja jeszcze przede mną. Zwłaszcza, gdy odkryłam, że pszczelarstwem zajmował się mój pradziadek, dzięki któremu co roku ścigam się z ptakami, by zjeść sprowadzone przez niego do ogrodu winogrona (dobra, z reguły przegrywam, bo one wstają wcześniej w ten dzień, gdy owoce są już wystarczająco słodkie. Przyznam szczerze – one w ogóle zaczynają dzień o wiele wcześniej niż ja. Ale próbuję, to się liczy!)

Bardzo lubię obserwować pszczoły i trzmiele . Gdy zbieram płatki róży na konfiturę, czekam aż zrobią swoją robotę i wtedy obrywam kwiaty. Stać pod lipą albo tamaryszkiem w czerwcowy dzień i słuchać bzyczenia i buczenia – świetne to, warto spróbować.

Marzą mi się te ule, ale smutno mi, gdy widzę w okolicy ludzi niby ekologicznie uświadomionych ( pompy ciepła, fotowoltaiki i zbiorniki na deszczówkę „w obejściu”, naprawdę!), pryskających bukszpany lub czyszczących z chwastów szpary w pozbrukowym chodniku przy pomocy ostrej chemii w słoneczny dzień przed – lub popołudniową porą. Przykro mi, gdy na tarasie albo podłodze w kuchni widzę słaniające się zatrute pszczółki.  A przecież wystarczy wstać wcześnie rano lub poczekać do wieczora i wtedy działać.

Ale nie, ten wpis nie może się skończyć smutno.

Pszczoły kojarzą mi się z chrztem. Bardzo konkretne pszczoły z bardzo konkretnym chrztem. Chrzest był jednej z moich sióstr, a ja w wieczór przed nim czytałam sobie o pszczółce Mai. Tak, już w roku 1912 ukazała się książka Waldemara Bonselsa z opowiadaniami o pszczelich przygodach. Ja czytałam pożyczone od kuzynki polskie wydanie z 1961 – pamiętam, że okładka była czerwona, a historie zupełnie inne niż w filmie animowanym. W każdym razie Maja nie wrzeszczała w książce tak, że aż było jej widać migdałki. Z tego, co pamiętam, więcej tam było realiów ze świata owadów.

A to, co mi się bardzo podoba w realiach pszczelego świata, to sposób spędzania zimy. Pszczoły nie śpią jak misie. Ich główne zajęcie to dogrzać ul. Wiedzieliście, że w ulu utrzymują temperaturę 20 stopni? Tworzą z siebie specjalną kulę, w której jest niezły ruch. Kto się ogrzeje, wyłazi lub wylatuje na brzeg kuli, by w jego miejscu mógł się ogrzać ktoś inny. I tak w kółko.

I wyczytałam ciekawostkę: sierpniowe i wrześniowe pszczoły żyją dłużej – aż do wiosny.

Pszczoły w zimowym ulu potrzebują siebie, żeby nie stracić tego, co najważniejsze. Każda na tym korzysta. Na dziś tyle.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *