O dziurze w sercu

WP_20150904_19_42_44_Pro[1]

Był kiedyś Krawiec nad krawce. Nie było na świecie takiego koloru nici, którego nie znaleźlibyście w jego przyborniku. Wszystkie odcienie znajdowały się w przegródkach równiutko poukładane, szpulki nici we wszystkich kolorach i we wszystkich grubościach. W specjalnej szufladce Krawiec przechowywał platynowe  igły. Gdybyście do niej zajrzeli, pomyślelibyście, że mieszka tam mały jeż o śmiesznych kolcach różnej grubości. Codziennie rano Krawiec przeglądał swoją skrzyneczkę. Poprawiał nici, które próbowały się splątać lub pozamieniać miejscami, polerował igły miękką szmatką. Potem z zadowoleniem  spoglądając na swoje dzieło, siadał w fotelu przy starym dębowym stole i ze spokojem czekał. O, pewnie przychodziły do niego wszystkie panie z okolicy po nowe sukienki, panowie, by poszerzył im marynarki niedopinające się na brzuchach i mamusie, by przedłużał spodnie ich synków. Może przychodziły też małe dziewczynki po ścinki materiałów na sukienki dla lalek. Otóż nie, to był Krawiec wyjątkowy. Zapraszał do swojego słonecznego warsztatu tych, którym zrobiła się dziura. Nie, nie w najlepszej sukience podczas skakania w gumę albo w niedzielnym ubraniu podczas nieplanowanego wcześniej meczu. Nie, na takie dziury najlepsze sposoby miały zawsze babunie. Nasz Krawiec dał  ogłoszenie, że zaprasza tych, którym zrobiła się dziura w sercu.  Ludzie szeptali sobie o nim, że jest niezwykłym krawcem, że nie ma takiej dziury, której nie potrafiłby zszyć, tylko czasami to trochę boli. Nie to jednak było największym problemem. Nie tylko Krawiec był wyjątkowy,  jego warsztat też znajdował się w wyjątkowym miejscu- za wysokim murem. Tak bardzo wysokim, że niewielu udawało się dostrzec, co za nim jest. Niektórzy podskakiwali, inni wdrapywali się na pobliskie drzewa i opowiadali, co widzieli: wielki dom bardzo bogaty, chyba ze złota i marmurów. Czy mówili prawdę, czy tylko zmyślali, tego nikt nie wiedział. Ale ludzie mówili, jak tu iść do Krawca z dziurą w sercu, jak wejść do takiego  bogactwa? Nie będziemy się umieli zachować. Może się poślizgniemy, przewrócimy i będzie wstyd. I o czym z Krawcem rozmawiać, gdy będzie nam dziurę zaszywał. I w ogóle to boli. I odchodzili. A dziury w sercu razem z nimi. Krawiec wyglądał przez okno w stronę bramy, bo przecież w murze zazwyczaj jest brama, ale ludzie woleli podpatrywać przez mur niż poszukać wygodnego wejścia. Krawiec stał więc w oknie swojego domu, który wcale nie był ze złota ani z marmurów, był tylko bardzo, bardzo czysty aż błyszczało. Stał i czekał, a w jego oczach była niezwykła czułość. Dostrzegłby ją każdy, nawet ten, kto ma dużą wadę wzroku, ale nikt w te oczy nie zaglądał. Dlaczego?

Pewnego dnia Krawiec nie schował jak zwykle wypolerowanych  starannie igieł do szufladki, tylko poukładał je równiutko na dębowym stole od najgrubszej do cieniutkiej jak włosek. Potem dopasował do każdej igły odpowiednią nitkę i nawlekł starannie, pilnując, by nitki się nie poplątały. Na stole zrobiło się niezwykle kolorowo. Krawiec uśmiechnął się i gdy w szufladce nie było już ani jednej igły, zamknął szufladkę, odstawił skrzyneczkę na miejsce i usiadł przy stole. Czekał na swoich uczniów, którzy zwykle tego dnia przychodzili na spotkanie. Byli to bardzo dobrzy krawcy, szyli piękne suknie poszerzali i zwężali marynarki, przedłużali spodnie, a czasem zastępowali babunie i ratowali ubranka dzieci, które zapomniały, że wyjściowy strój jakoś tak sam z siebie lubi się podrzeć w czasie najlepszej zabawy. Przychodzili do Krawca w każdy czwartek, by nauczyć się ciekawych ściegów, wypróbować   nowe nici, poradzić się, jakie guziki do szytego stroju najlepiej dobrać. Ot, takie krawieckie spotkania.

Tego dnia wszyscy przybyli ze zdziwieniem spoglądali na stół. Ktoś powiedział, że to piękna kompozycja. Krawiec uśmiechnął się, a potem poprosił, żeby każdy z gości wybrał dla siebie komplet igieł i nici we wszystkich kolorach i grubościach. Nie powiedział, ile ich powinno być, ale krawcy wiedzieli, że nigdy nie daje im zadań nie do wykonania, więc po prostu zaczęli wybierać igły po kolei, układając je równiutko w swoich przybornikach. Po jakimś czasie okazało się, że każdy miał ich tyle samo, a na stole nic nie zostało. Krawiec milczał, ale  widząc niecierpliwe oczekiwanie gości, uśmiechnął się, uderzył kilka razy dłonią o stół i powiedział: Moi drodzy. Jesteście dobrymi krawcami, ludzie chętnie do was przychodzą. Potraficie szyć, naprawiać i przerabiać ubrania. Dziś chciałbym was poprosić, abyście zajęli się czymś jeszcze. Dziurami w sercach.

Na te słowa krawcy spojrzeli na siebie i wkrótce dało się słyszeć szmer: ale jak… jak to możliwe .. to trudne… przecież to zadanie Krawca..

Krawiec nic nie mówił, wciąż lekko wybijając dłonią jakiś rytm na starym dębowym stole. W końcu goście zamilkli i spojrzeli na niego wyczekująco.

Poradzicie sobie. Ludzie do was przyjdą, nie kryjecie się za wysokim murem, nie otacza was tajemnica. Ludzie wiedzą, że umiecie szyć, przyjdą. Bądźcie tylko bardzo delikatni, zaszywając dziury w sercach. Niektóre są bardzo stare, inne mają poszarpane brzegi. Troszkę musi zaboleć, powiedzcie o tym, każdemu, kto do was przyjdzie.

A szew? Jaki szew wybrać?- dopytywali krawcy.

Do każdego człowieka pasuje inny. Nie martwcie się, gdy zobaczycie dziurę, obejrzycie ją dokładnie, znajdziecie podpowiedź.

Gdy krawcy wrócili do swoich domów, postanowili zrobić wszystko, co im powiedział, bo zawsze tak robili. Bardzo chcieli zaszywać dziury w ludzkich sercach, ale nie wiedzieli, jak przekonać ludzi do tej nowej usługi w ich warsztatach krawieckich. I wtedy przypomniały im się babunie, specjalistki od cerowania świątecznych ubrań tak, żeby nic a nic nie było widać. Wiedzieli, że im pomogą. Bo babunie zawsze i wszystko robią z miłością, a na dziurę w ludzkim sercu nie ma lepszego sposobu. Babunie też o tym wiedziały i  przytulając swoje wnuki z dziurami w sercu mówiły: nie musisz jej mieć, idź do mojego krawca. Widzisz, jak pięknie uszył mi tę fiołkową suknię? I naprawił spodnie dziadka, z którymi nie mogłam sobie poradzić, bo materiał okazał się za twardy dla mojej igły. Nie bój się, idź. Masz piękne serce, tę dziurę można naprawić.

Krawiec dalej siedział w fotelu, wyglądał przez okno i uśmiechał się. Wiedział, że teraz już wszyscy dowiedzą się, że każdą dziurę, w każdym sercu można naprawić. Nawet tę bardzo starą, nawet tę z poszarpanymi brzegami. Jego krawcy mieli wszystkie potrzebne igły i nici, we wszystkich kolorach i grubościach. I wiedział, że babunie mają odwagę dotykać dziur w sercach z miłością. I tak długo, jak będą wśród nas odważne babunie i dobrzy krawcy nikt nie musi pozostać  z dziurą w sercu na zawsze .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *