Rozprawa o łupaniu orzechów

Lubię przeglądać ofertę akcesoriów kulinarnych w sklepach wszelakich. Ostatnio ubawiły mnie krajalnice absolutnie do wszystkiego, tyle, że każda do czegoś innego. Wyobraziłam sobie półkę w rustykalnej kuchni wypełnionej takimi cudeńkami. Czasem akcesoria bardzo praktyczne, inne urocze wielce się trafiają. Z moich ulubionych nabytków: „zębata” łyżeczka do grejfruta- wreszcie sok mi nie pryska na okulary oraz maleńka tarka do czekolady- jeśli ktoś ją ode mnie dostał dwa razy, to przepraszam, ale tak mi się spodobała, że weszła w prezentową pulę.  Nie za bardzo przepadam za warkotem w kuchni, więc mikser pojawia się wtedy, gdy to naprawdę konieczne. Bardzo lubię wyrabiać ciasto ręką- zwłaszcza drożdżowe i wtedy najczęściej dzwoni telefon od kogoś miłego. Gdyby któryś z moich aparatów trafił do serwisu, pewnie by tam znaleźli sporo „ciastowych” resztek.  Wiem, że warkot w kuchni łączy się z postępem, technologią i skracaniem czasu przygotowania. Są maszyny, które zrobią praktycznie wszystko- ciasto w 30 sekund, sałatkę warzywną w 3 minuty. Trzeba im tylko wrzucić, co trzeba i gdzie trzeba i wcisnąć przycisk. Zastanawiałam się, dlaczego ja tak do tych maszyn nie bardzo, kremówkę i białka też lubię ubijać trzepaczką, zwłaszcza, gdy się za pieczenie biorę około północy :). No i tak mi wyszło, że właśnie o ten czas chodzi. Czas spędzony na przygotowaniach: krojeniu warzyw do sałatki, wyrabianiu ciasta czy łupaniu orzechów. Siedziałam sobie wczoraj nad workiem z resztą orzechów. Łup, łup, łupiny odskakiwały w różne części tarasu, a potem wydłubywanie tego, co dobre. Z wielkiego worka mała miska orzechów w ciągu półtorej godziny w sumie, Można szybciej? Może i można, ale … taka robota wycisza. Siedzę sobie, robię jedną rzecz naraz. Nic mi nie warczy i nie zagłusza myśli. Bo to jest właśnie w tym najlepsze- można sobie porozmyślać. Płyną myśli, przychodzą wspomnienia i co najciekawsze, aż mnie to samą zaskoczyło, odleciały gdzieś te niefajne, o sprawach do załatwienia, o takich tam smuteczkach i troskach. Miałam czas i sobie ten czas płynął. Jeszcze wakacyjne wyjazdy się przypomniały i jakieś inne popołudnia na tym samym tarasie, i jakieś miłe spotkania. Nie trzeba się spieszyć przy łupaniu orzechów, a można się cieszyć. Tak po prostu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *