Dziś temat przynosi data – 10 grudnia.
Zmora uczniów, zmora wychowawców -apele ku czci i z okazji. Kto nigdy nie zaczynał roku szkolnego od wysłuchiwania przemówień ministra edukacji, stojąc na boisku lub na korytarzach szkolnych – w zależności od pogody, ten niech tym bardziej poczyta moją anegdotę.
Jest rok 1983 ( wiem, dawno!), klasa 1d w pewnym liceum ma przygotować apel z okazji rocznicy uchwalenia Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka. Czasy są takie, że wymagają eufemizmów, mrugania okiem i odwoływania się do kontekstów historycznych. Jedni wkurzają nauczycieli zwykłym nastolatkowym zachowaniem, inni noszeniem powstańczych krzyżyków z orłem, a czasami – przyznajmy szczerze – i jednym, i drugim.
Błysk w oku. Damy radę z tą deklaracją. W jeden wieczór wybrane zostają odpowiednie fragmenty i następnego dnia wręczone kolegom do czytania na scenie. Wkracza wychowawczyni. Karnację ma jasną, więc trudno powiedzieć, na ile zbladła, wysłuchawszy pierwszej próby. Woła osobę odpowiedzialną za całość przedstawienia, mówiąc, że koniecznie trzeba ten i ten fragment usunąć. Tłumaczenie, że to oficjalny dokument ONZ, że nie ma w tym nic nielegalnego i w ogóle święte zdziwienie, o co chodzi, nie pomaga. Nastolatkom się tak nie robi, a zwłaszcza w takim momencie naszej historii. Nastolatka zdecydowanie odmawia podmienienia tekstu koleżance. Wychowawczyni znajduje sposób. Sama wybiera inne artykuły, takie ecie-pecie ogólne i o niczym, wymienia je z tymi trefnymi, mówiąc uczennicy, „bo ty bardzo ładnie czytasz, a miałaś taki krótki tekst”. Naprawdę!!!
Dziś mnie to śmieszy, wtedy maksymalnie wkurzyło!
Ale już wtedy, a zostało mi to do dziś, wiedziałam, że pewne sprawy załatwia się sprytem, „na niewiniątko” i „sarnie oczy”, a nie wprost. Co się dało, przemyciliśmy w tym naszym apelu. Bo przecież to oficjalny tekst. Była zabawa.
Warto i dziś zajrzeć do tej deklaracji uważanej za tak ważny i trwały dokument ONZ. Skoro tak, to może czasem trzeba przytoczyć ten czy inny artykuł, gdy świat staje na głowie. Sami zdecydujcie.
