Frywolitki albo niewyśpiewana radość (s)tworzenia

Stało się! Stworzeniu udało się zorganizować spotkanie kolędowe bez jednej kolędy. Ale żadnego poczucia porażki, po prostu lekcja- każdy w grupie ma swoje miejsce i swój talent. I czasami jest tak, że zabraknie małego ogniwka i śpiewniki zostają w torbie, a spotkanie i tak się udaje. A udaje się dlatego, że komuś chce się dzielić swoją pasją. Czy jest sens przez godzinę szykować wystawę, by po upływie kolejnej ją demontować? Oczywiście, że jest! Dla każdego „och, jakie to ładne!” Dla radości na twarzy twórcy pytanego, jak się to robi. Dla rozmowy przy filiżance herbaty i wspomnień: „Ja też kiedyś szydełkowałam. A ja wolałam druty. O, moja siostra też przysyła mi takie koronkowe aniołki.” Tak po prostu i spontanicznie rozwija się spotkanie, dzieje się coś dobrego, wokół czegoś po prostu ładnego. Oczywiście, że był przygotowany plan, że miało być powitanie, zagajanie i śpiewanie. Ale warto było  zamiast tego popatrzeć sobie na tych, którzy zajrzeli, na tych, którzy się zatrzymali, nad czymś pochylili i zachwycili, o coś zapytali, a potem przypomnieli sobie o tym, co było ich doświadczeniem tworzenia.

Po tym dniu zostanie zdjęcie roześmianych kobiet w różnym wieku. Zdjęcie zrobione w małej kawiarence pewnej parafii w małej gminie miejskiej. Zdjęcie uwieczniające małą wystawę prac zimowo- świątecznych ( dzierganych, haftowanych, frywolitkowych). Taki pierwszy mały krok na zewnątrz małej grupki pań, które po prostu lubią robić ładne rzeczy i zaczęły to robić razem. I tak jest po prostu dobrze.

Lubię rzeczy małe. A zatem zostawiam Cię czytelniku. Idę trenować węzełki i pikotki- do frywolitek potrzeba  niewiele- nitka i czółenko, a potem cierpliwie: węzełek za węzełkiem. Podoba mi się to- z niepozornych węzełków powstaje coś misternego, coś od czego oczu nie można oderwać: kolczyk, broszka, wisiorek, kołnierzyk,serwetka. No to idę wiązać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *