O warzywach strączkowych i skakaniu

DSC00130

 

Zdarzyło się komuś wśród plażowego ekwipunku nieść garnek z bobem lub fasolką? Ugotowanymi dodajmy, choć to oczywiste. No właśnie to się nazywa wolność. Można czas spędzić na plaży z dostępem do smażalni lub baru, a można wędrować przez las na plażę z garnkiem bobu. I tak jest dobrze, i siak jest dobrze.

To teraz historia o skakaniu. Był sobie ogród na tyle duży, że udało się w nim wygospodarować świetne miejsce na skoki w dal- szeroka ścieżka z zagonkami z marchewką po jednej i winoroślą po drugiej stronie. Zabawa była, jak to kiedyś mawiano, pyszna. Córki skakały a tatuś sędziował. Dobry czas. A obok był ogród, w którym nie było miejsca na skoki w dal, ale był tatuś, synek i córka. Tatuś poskrobał się w głowę i już po chwili dzieci skakały, a tatuś sędziował. Tym razem skoki wzwyż. A obok były inne ogrody, i tatusiowie, i dzieci. I tatusiowie mogli sędziować, a dzieci skakać, chlupać i biegać. Dobry czas, gdy jeden pomysł przeskakuje z ogrodu do ogrodu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *