Mało oryginalnie

To właśnie na tym polega, żeby nie było oryginalnie, żeby było jak zawsze. Przynajmniej u mnie. Bo obok istoty tych świąt jest też całe bogactwo skojarzeń, odniesień i wspomnień. Są one bardzo osobiste i niech takie pozostaną.

Żeby było jak zawsze musi być plan działań – ostatni tydzień rozpisany na kuchenne aktywności. Sprawdzanie, czy wszystkie składniki kupione, a potem kontrola ich jakości – dlatego zawsze ingrediencje jadalne bez obróbki kupowane są z górką – szkoda nerwów na „nie ruszaj”, „nie podjadaj” – lata praktyki w końcu owocują dobrymi rozwiązaniami.

No i potem małe stresiki przy potrawach, które robi się tylko raz w roku: czy to ciasto na pewno ma właściwą konsystencję, a robimy je zwykle z jednej czy podwójnej porcji?

Nad tym wszystkim i nad nami cudowne zapachy prawdziwego miodu, korzennych przypraw, świeżo mielonych, których nie skąpimy. Ach, ile z aromatami kojarzy się wspomnień, ale i tu ćśśś. Niech zostaną tam, gdzie ich miejsce. Niech wzruszają, zwilżą oko łezką i serce lekko ścisną. Taki jest ten czas i taki powinien być. Nie bójmy się go. Przeżywajmy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *