Byłam kiedyś w domu, w którym świąteczne kartki od razu po przeczytaniu lądowały w śmieciach. Było to dawno, gdy odpadów się nie segregowało, a skrzynki pocztowe w okresie przedświątecznym wypełniały się korespondencją. Acha, jeszcze pisało się dłuuugie listy, korzystając z papeterii. Koperty miały takie wklejki z bibułki – nie wiem, czemu bardzo mi się to podobało. A papier listowy w taką dziwną, podłużną kratkę dziwił. Na gładkim pisałam 'przy linijce” albo „z liniuszkiem”.
Bardzo mnie to wyrzucanie dziwiło. Przecież ktoś wybrał spośród wielu kartek z jakiegoś powodu właśnie te, a nie inne. Spędził chwilę, by napisać życzenia (nie było „gotowców”), zostawił na papierze, w charakterze pisma i w użytych słowach kawałek siebie. A tu hop- siup szybki rzut oka i kierunek kosz. Zwłaszcza, że ja od zawsze pocztówki zbierałam (i zbieram).
Potem przyszła era życzeń firmowych od dostawców wszystkich możliwych usług, firm, z którymi się współpracowało itp. Kartki często śliczne, ale nie było w nich serca, tylko zwyczaj.
I wreszcie kartki zastąpiły krótkie wiadomości tekstowe, czasem z obrazkami, filmikami, niekiedy hurtowe jak te firmowe. Nie ma co się zżymać, tylko cieszyć z pamięci, z zachowania kontaktu i postarać o miłą wymianę myśli.
Wysyłanie kartek czy wiadomości wiąże się z coświąteczną aktualizacją listy adresowej. Czasem topnieje, a może po prostu „z czasem” topnieje? I tak musi być, jeśli powód, z którego dwa razy do roku składamy życzenia, jest prawdziwy. Życzenia są tu, a spełniają się tam, jeśli życzymy wszystkiego, co najlepsze. Czego i Wam życzę.
Na zdjęciu tym razem prezenty sprzed wielu lat od dorosłego już dziś chrześniaka- studenta. Filiżanka służy co rano, dlatego trochę ucierpiała. A świeczka przedstawia aniołka, nie mnie, gdyby ktoś się zastanawiał.
