Nie, tytuł nie jest niezbyt grzeczną odpowiedzią, na to, że ktoś czeka na coś, co powinnam dla niego zrobić, nie, nie. Jest, jaki jest, bo mnie tak ostatnio naszły myśli o czekaniu i samo czekanie też było. Tulipany ze zdjęcia to moja tegoroczna wielka radość. Przez wiele lat siedziały cebulki w ziemi, takie wsadzone kiedyś z odrzutów i niewyciągane na zimę. Rosły na piachu i wypuszczały sobie po dwa zielone liście, po ich uschnięciu w ogóle zapominałam, że w tej ziemi coś siedzi. No i już drugi rok zmobilizowały się niesamowicie. Warto było dać im szansę i spokojnie czekać. I tak mnie jakoś te tulipany zainspirowały do pytania o różne odcienie czekania. Na użytek własny sobie wymyśliłam coś i się dzielę, bo od tego jest blog.
Czegoś oczekuję. Jestem przekonana, że mi się to należy, jest słuszne, sprawiedliwe, dopóki ktoś mi nie udowodni, że jest inaczej.
Czegoś wyczekuję. Tu włącza się tęsknota. Niech to już się stanie, niech przyjdzie.
Na coś czekam. I tu pojawia się nadzieja. Spokojnie sobie czekam. Ufam. Wierzę. Niczego nie przyspieszę, bo to ma swój czas. I tyle.
Czy to są różne sposoby czekania na to samo coś, czy też różne są te „cosie”? Może być tak i tak. U mnie jest „i tak”.

