…” to apetyt rośnie wilczy” dośpiewałby „Czerwony Tulipan. I coś w tym jest, ale to dośpiewanie poprowadziłoby mnie nieco z boku pomysłu na pierwszy tegoroczny wpis i w ogóle znów po dłuższej przerwie. To idąc za pomysłem, pozostanę przy pierwszych słowach. Milczeć czy pisać – pytanie trochę głupie na blogu, który przecież nie dla milczenia powstał. A jednak … Kiedy wrzucasz kamyk do wody, możesz przez chwilę obserwować kręgi, ale gdy w to samo miejsce spojrzysz po paru minutach, nawet najmniejsza fałdka na wodzie nie wskaże miejsca, w które wpadł. Gdybyś zrobił zdjęcie tuż po wrzuceniu kamienia, utrwaliłbyś to miejsce na zawsze. I dlatego zastanawiam się czasem- utrwalać czy nie? Pozostawiać te kręgi czy pozwalać im zanikać, bo tak mają w naturze? Dlaczego i po co? Odpowiedź na pytanie „dlaczego” jest o wiele łatwiejsza niż odpowiedź na pytanie ” po co”. Albo inaczej, klikając „enter” po wpisie, człowiek częściej kieruje się odpowiedzią na pytanie „dlaczego” niż „po co”. Się wytłumaczę już! Odpowiedź na pytanie pierwsze jest odpowiedzią na moje potrzeby, wewnętrzne przymusy i tak dalej- uzewnętrznić, podzielić się , wyrzucić z siebie, zareagować. Odpowiedź na pytanie „po co” jest związana ze spojrzeniem na czytelnika- czemu to posłuży, jak on to odczyta, co stanie się dalej pod wpływem kilku czasem słów. I dlatego czasem się milczy, choć wszystko wyrywa się do opisania. Że przesada? Może… a może nie …
Ktoś spisywał swoje „dzień po dniu” – jak było, bez podkolorowań i złagodzeń. Z emocjami, a emocji było dużo. Pisał, odpowiadając sobie na pytanie „dlaczego?”- chciał wszystko zapamiętać, wypłakać się czasem, wyżalić, a czasem wypisać się ze zwykłej lub niezwykłej radości. Ale gdy osiągnął słuszny wiek, gdy człowiek przestaje się tak bardzo dziwić, a zaczyna się godzić, zadał pytanie „po co?”. Wyobraził sobie siebie z tego czasu zdziwienia, gdy sięga po teksty kogoś, kto już się przestał i dziwić, i godzić, kto już nie musi wierzyć, bo się dowiedział, jak jest. W wyobraźni zobaczył siebie pochylającego się nad tymi smutnymi tekstami, takimi trochę dla własnej ” terapii” pisanymi i … poczuł wielki ciężar w sercu, ciężar odkrywania prawdy, a może raczej spojrzenia na rzeczywistość w bardzo konkretnym momencie- czy to jest prawda? I wtedy zrozumiał, że nie to chciałby pozostawić kolejnym zadziwianym wędrującym ku godzeniu się i ku wiecznej wiedzy po ufnej wierze, nie to. Odtąd pisał dalej dzień po dniu, ale tylko o tym, co dawało mu radość. Dzień po dniu … czasem pisał dzień po dniu milczenia. Nie chciał utrwalać kręgów na jeziorze po wszystkich kamieniach. Przecież jego czytelnik będzie wiedział, że one są na dnie, że tam wpadły, jak wpadają w życiu każdego, także te o ostrych brzegach. Pisał tylko o tych zachwycających cętkowanych, pasiastych i całkiem gładkich, owalnych i pięknie pasujących do dłoni, o tych, po których kręgi zanikały tak samo jak po tych brzydkich i ostrych, ale pisał, by te utrwalić. Dlaczego? Bo chciał móc sobie o nich przypominać. Po co? Bo chciał podarować swoje wspomnienia o radości, chciał je zostawić dla innych. Nie tylko po to, żeby czytali piękne słowa, ale by chciało im się szukać własnych kamyków- tych pasiastych, cętkowanych, owalnych i gładkich. Pewnie znał Norwida ” Bo piękno na to jest …. „. A może wpadł na to sam …, gdy już przestał się dziwić, a zaczął godzić, a może docenił sens milczenia jako znaku?
