Najpierw na pielgrzymkowym profilu informacja o chorym Andrzeju. Zaraz, który to chłopak? Niezawodny fb pozwala znaleźć właściwego człowieka- dopasować nazwisko do obrazu- uśmiechniętej twarzy, jakoś tak pielgrzymkowo znamy się w większości po imieniu, chyba, że idąc za kimś utrwalamy sobie dane z plakietki przyczepionej do plecaka. Ileż osób rozpoznaje się w ten sposób- z pleców, plecaków i plakietek. Ale Andrzeja nazwisko wcześniej nieznane albo zapomniane. Mobilizacja do modlitwy w grupie- pojawiają się kolejne wpisy. A potem przychodzi wiadomość o jego przejściu. Jest smutno. Ile razy zamieniliśmy słowo i na jaki temat? Jak wielu pielgrzymów Andrzej po prostu w grupie był. Profil pielgrzymkowy ożywa zapewnieniami o modlitwie i wspomnieniami: z jakiegoś postoju, z rozładowywania bagaży, z noclegu pod chmurką. Przed oczami przesuwa się obraz uśmiechniętego Andrzeja- tak po prostu i chyba zazwyczaj. A wypowiedzi na fb uświadamiają mi nagle pewną rzecz: to jest wspólnota. Wydawałoby się, że łączy nas jedynie kilka dni wędrówki w granicach pobocza i kabelka, że w tej całości się przemyka niezauważonym. Jasne, są pewne grupki, które się znają pozapielgrzymkowo albo które właśnie przez pielgrzymkę się stworzą. Rozrzuceni po różnych miastach spotykamy się w takim składzie tylko tą sierpniową porą . Są osoby, których nie znamy za dobrze, ale wypatrujemy wśród całej grupy. Niektóre nazywamy na swój sposób- taka mała lista obecności sprawdzona i można ruszać. Andrzej wpisał się już na wieczną listę obecności w miejscu, gdzie nigdy nie nadchodzi wieczór z troską o nocleg. A ci, którzy wyruszą za rok w tę samą, co zwykle trasę, zaśpiewają być może „Gloria” z wdzięczności za doświadczenie piękna wspólnoty właśnie w tym momencie, gdy to jego wpisywanie się na inną listę następowało. Doświadczenie wspólnoty na fb? Hmm… A właśnie tak- bo się komuś chciało odezwać i kilka słów o Andrzeju napisać. Chyba się jednak nie przemyka niezauważonym między kabelkiem a poboczem, od znaków do wędrującego konfesjonału….
