Trwa jeden z piękniejszych miesięcy. Co w nim takiego? Kolory i zapachy. Jeszcze zielono, ale już nieco złota, brązów, czerwieni wśród liści. Ciepłe słoneczne popołudnia, chłodnawe ranki i wieczory. Wszystko to, co jeszcze może zaowocować, zdaje się wytężać siły, by zdążyć. Pachnie śliwkami, jabłkami, gruszkami i pomidorami, w formach przeróżnych.
Wrzesień choć w kalendarzu dziewiąty tak trochę jest symbolem początku- oczywiście z powodu roku szkolnego- nowe zeszyty, czyste karty i konta w dzienniku, postanowienia dobre, pomysły na zorganizowanie czasu- to wszystko układa się teraz: języki, pływalnia, gimnastyka. Tym razem się uda.
Ale jest w tym wrześniu coś jeszcze- dojrzałość. Oto już wszystko właściwie wiadomo, tyle udało się osiągnąć. Tyle i już. Powolne godzenie się z tym, czego osiągnąć się nie uda. W naturze rzecz powtarzalna, w życiu zdarza się raz, na zawsze. Coś się wymyka, bo taka kolej rzeczy. Jest w tym wrześniu nutka smutku, mimo wszystko. Nuta radości, nasycenia, doświadczenie prze-życia, jest coraz dłuższa lista wspomnień i niespełnień. Jest i bardzo dobrze.
Trwaj wrześniu, pozwól się oswoić. Pomalutku….
