Spotkał się Porządek z Nie-porządkiem i poszli na przechadzkę. Taka ich rozmowa zaplątała się w babie lato i wiatr poniósł ją w świat.
Ja sobie jestem i już- mówił jeden, na co drugi odpowiadał: a ja bywam. Pojawiam się nagle i trwam, a ja się robię powoli i czasem znikam. Jestem synem Impulsu, a moją mamą jest Decyzja.
Słuchając tej rozmowy miało się wrażenie jakby to była wymiana piłeczek. Wiatr przeleciał i nikt już się nie dowiedział, jak skończyła się ta rozgrywka.
Tymczasem na płocie przysiadły sroczki, spojrzały na niezamieciony z opadłych liści chodnik, pokręciły łebkami i zaczęły powtarzać to, co usłyszały od ludzi.
Czy warto dbać o porządek, skoro prędzej czy później wkracza nieporządek? A może nie ma nic złego, że się zaczyna w nieporządku, na porządek przyjdzie czas? A w sumie, czemu nie pobyć sobie trochę w naszym własnym nieporządku? A w ogóle kto to wymyślił, że komukolwiek potrzebny jest porządek?
Sroczki wyskrzeczały swoje, odpowiedzi nie znały, to już za dużo na małe srocze łebki i poleciały, bo gdzieś w pobliżu podobno chciały się wprowadzić sójki, a tego sroki nie lubią- albo one, albo my! Sójki wygnamy fru za morze, wreszcie! Ponoć się tam od dawna wybierają, to im pomożemy.
Wiatr powrócił, pokręcił się trochę i nałapał wyskrzeczane przez sroczki pytania. Każde przywiązał do nitki babiego lata i puścił w różne strony świata. Może wrócą z odpowiedziami. Kto wie ….
