Koty roznoszą toksoplazmozę, łażą po stołach i chcą spać w łóżku, to piękne niezależne zwierzęta, ale niech sobie żyją w ogrodzie. I tak było. Do czasu.
Okociła się mieszkająca w ogrodzie kotka- kocięta były cztery. Gdy się zajrzało do szopki, kocia mama podniosła tylko łepek i dalej karmiła dzieciarnię, jedno z kociąt wdrapywało się na maminy grzbiet. Było rudym pręguskiem.
Po kilku dniach za szopką nagłe poruszenie- kocięta zaczęły baraszkować- niezgrabne takie. Jedno z nich zapuszczało się coraz odważniej i dalej od rodzeństwa, które po chwili zabawy zasypiało wtulone jedno w drugie. To dzielne kocię było śliczne- rude pręgowane.
A potem pojawiły się nie wiadomo skąd trzy ogromne kocury. Przypominały paskudnego kota z „Pinokia”. Kręciły się, odganiało się je, wiedząc, że w naturze tak się dzieje.
Co wydarzyło się dalej? Tego tak dokładnie nie wiadomo. Może to kocury,może to sroka.Mały pręgowany rudasek znalazł się pewnego wieczoru na dachu szopki. Na drzewie czaiła się sroka. Człowiek uratował kota i chciał oddać mamie. Ale gniazdo było puste, matki nie było. Nie, nie przeniosła małych do nowego gniazda.
W ten sposób rudasek powiększył grono domowych stworzeń, wzbogacił je zresztą początkowo o niezłą pchlą ekipę,ale udało się jej pozbyć.
I tak mały rudy pręgowany Trudek trafił na terytorium dotąd zawładnięte przez psa Trafa- i to w metrach kwadratowych i to w serduchu. Bo są takie sytuacje, w których weryfikuje się to, co się dotąd uważało. To wcale nie znaczy, że było złe albo trzeba to teraz zmienić i odszczekać. Myślę, że nie zdecydowałabym się na kota tak, jak zrobiłam to w przypadku psa. Pojawił się sam, bo potrzebował pomocy. I dobrze, że jest. Świat psich i kocich osesków jest zupełnie inny, ale oba są ciekawe. Trudek łazi mi po klawiaturze laptopa, gdy to piszę, Traf chce się z nim bawić.
Jest wesoło. Ale święty Franciszku, gdybyś chciał mi podrzucić żyrafiątko, to uprzedź proszę, bo nie mam pod ręką lokum dla takiego lokatora. Pudełko dla psa lub kota łatwiej znaleźć.
A dlaczego uważam, że to sprawka świętego z Asyżu? Bo tak! Trudek jest pierwszym kotem na poddaszu. Jeszcze o nim usłyszycie. O nim, o Trusi i Tuni. Szkoda, że nie umiem opisać tej naszej menażerii tak, jak robił to Jan Grabowski. W dobrych bibliotekach i antykwariatach znajdziecie jego książki. Świetne do rodzinnego czytania.

