biskup i śnieg

Wieczorny spacer po kolacji. Karpacz. Pod nogami skrzypi śnieg. Pomarańczowe światła latarni oświetlają ulicę. Tyle obraz.

Maksymalne poczucie bezpieczeństwa. Wszystko jest na swoim miejscu. Czas zimowych wakacji. Nauka jazdy na nartach. Mróz lekko szczypiący w nos. Beztroska dziesięciolatka. Tyle odczucia.

Opowieść tego, kto wie. O królu, który nie zachowywał się jak król i o jego żołnierzach. I o biskupie, który zachował się jak biskup i się nie bał nic a nic. I o tym jak umarł- jak to możliwe, że w kościele, no jak, żeby nie uszanować takiego miejsca. I o orłach…, nie, z tego czasu orły nie zostały w pamięci. Tylko to, że król żałował i poszedł daleko odpokutować. Biskupa się podziwiało, a króla zrobiło się żal.

Pierwsza opowieść z wielu, a może pierwsza zapamiętana.  Domowa edukacja historyczna. No jasne. Naturalna, z pokolenia na pokolenie.

A święty biskup Stanisław ze Szczepanowa nieodmiennie kojarzy mi się z zimowym wieczorem i ze śniegiem. Nawet wtedy, gdy zaglądam na Skałkę. I gdy wędrując w sierpniowe przedpołudnie po Krakowie opowiadam wnukowi tego, kto wie, o biskupie, który zachował się jak biskup i nie bał się nic a nic i o królu, który odpokutował….

I wciąż lubię słuchać w letnie popołudnia, zimowe wieczory, wiosną i jesienią o dowolnej porze opowieści tego, kto nauczył mnie daty bitwy pod Kłuszynem.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *