Zagnieciony róg

Zwykle, gdy kupuję książki w pewnej księgarni, przychodzą fantastycznie spakowane i zabezpieczone. Aż mnie bawi wydobywanie ich z tych wszystkich „ograniczników” umieszczonych w pudełku. Prawie jak lalki do mojej kolekcji, których poprzednie właścicielki mają absolutnie cudowne pomysły na sposoby ochrony przed uszkodzeniem w czasie podróży.

I jeszcze jedno „zwykle” albo „raczej” –  nie kupuję niczego po połowie grudnia nauczona pewnym doświadczeniem totalnej wpadki. Na szczęście w otoczeniu nie mam takich ludków ani dużych, ani małych, którzy wprawialiby św. Mikołaja w kłopot, co 5 minut zmieniając potrzeby i marzenia.

Coś mnie jednak podkusiło, żeby jeszcze kilka książek zamówić w tym roku z przeznaczeniem na przyszłoroczne okazje. I dotarła paczka z ulubionej księgarni. Zawartość na zdjęciu. Czytać można, ale szkoda, że trochę „niewyględne” – utłuc narożnik książki w twardej oprawie – to trzeba się postarać. Akurat ta zostaje u mnie, ale lubię, bardzo lubię ładne książki.

No cóż, tak to już jest, gdy coś jest dla ciebie ważne dbasz o to, nie utłuczesz. A gdy jest co najmniej obojętne, upychasz, jak książka zgięta w połowie, która kiedyś znalazła się w paczce. No, o co chodzi, dotarła? Dotarła. Liczba się zgadza, czytać można? Reklamacji nie uwzględniono.

Przypomniały mi się dawne czasy – już umiałyśmy czytać i gdy byłyśmy z siostrą w księgarni z tatą, dostawałyśmy do przejrzenia książki, które wybrał, żeby sprawdzić, czy są wszystkie strony i czy nie są pozaginane albo wydrukowane do góry nogami. No co się młodsi dziwią, taki jest socjalizm.  Bywało to m.in. w nieistniejącej już księgarni ORPAN, w której bardzo lubiłam buszować – musiałam zabawnie wyglądać, w wieku podstawówkowym kartkując poważne publikacje z nauk społecznych czy historii. Długo mi ten zwyczaj został, ale od lat 90. tylko raz zdarzyło mi się kupić taką wybrakowaną książkę.

Cieszę się, że w ciągu roku w tej mojej księgarni pracują ci, dla których pakowanie książek jest ważne i rozumiem, że przed świętami potrzebne są dodatkowe ręce do pracy, niekoniecznie połączone z głową pełną literackich pasji. Jasna sprawa.

To, co ważne, zawsze będzie przedmiotem mojej uwagi i troskliwości. Jakoś sobie ten świat układam od A do Z. A co jest ważne? Czemu rogów nie poobijam ani nie złamię na pół, tylko włożę do pudełka i zabezpieczę na wszystkie sposoby?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *