Moda na przeszłość a raczej na grzebanie w przeszłości. Kłujesz się w paluszek zdezynfekowaną igłą i rozczarowanie, bo nie leci błękitna krew. To nie tak. To znaczy, jeśli chcesz, może być i tak. Ale po co? No właśnie, gdy zasiadasz przy starych fotografiach, pożółkłych dokumentach, szukasz omszałego grobu albo w kolejnej kępie drzew wypatrujesz zarysu murów, to po co to wszystko? Może po to, żeby wiedzieć, że to tu, że to stąd. Żeby wypatrzyć w tej sepii swój kształt nosa, wypukłość czoła, zadziorność spojrzenia, błysk w oku. Jestem taki po kimś konkretnym, jestem taki, bo przede mną ktoś był. Przeszłość może się zatrzeć i obrosnąć legendą, możesz tę legendę stworzyć i podtrzymywać. A możesz też zdjąć warstewkę lukru lub zdmuchnąć kurz. Możesz nic nie robić, ale czuć więź. Ci przede mną są dla mnie wyzwaniem… a może wezwaniem? Do zwykłego życia w moich czasach tak, jakby to były ich czasy z takimi oczywistościami jak godność, honor, dotrzymywanie umów. Tu jest może ukryty sens wymagania od siebie, gdy inni już nie wymagają. Jak to nie wymagają? Jedno spojrzenie prababki w sepii wystarczy i dumna sylwetka pradziadka. Może być i więcej pra- , to nie jest istotą sprawy. Ściągnij łopatki i unieś głowę do góry nie dlatego, że umiesz wymienić kilka pokoleń wstecz, ale dlatego, że możesz spojrzeć spokojnie w lustro, w które i oni spoglądali. Tyle! A jeśli masz szczęście i grałeś w prawdziwego salonowca i przytulałeś się do postaci otulonej delikatnym lawendowym szalem, to się tym ciesz. I wymyśl coś, by ktoś po Tobie miał takie wspomnienie i żeby Twoje zdjęcie przypominało kiedyś komuś o tym, kim jest….

