Archiwum kategorii: ogród

Po prostu jeżyk

DSC00132

Ametyst na nóżkach ( taki telewizor) przyciągał historyjkami i piosenkami- wśród nich ta o jeżyku, który śpiewał „To futerko jest lepsze, to futerko mieć wolę, bo igiełki mocniejsze chronią mnie. Kolejne pokolenie recytowało:” na ulicy leży jeżyk, będzie płaski jak talerzyk”- fragment rymowanki  dla przyszłych kierowców. I jeszcze były jeże prawdziwe- jeden uratowany w czasie wielkiej nocnej wyprawy, bo wpadł do dołu na śmieci, a drugi przyniesiony w metalowej misce do domu, postawiony na stole strasznie się trząsł- jak się okazało nie ze strachu, ale za sprawą ogromnego stada pcheł między igiełkami.  Ten widok raz na zawsze zakończył marzenie o własnym jeżu, rozbudzone lekturą książki Ewy Szelburg- Zarembiny „Przez różową szybkę”. No i  okazało się, że jeżowi nie da się nabić jabłka na igiełki- taki obrazek możliwy tylko na kalkomaniach zdobiących rower „Olimpia”- przejażdżka nim wysoce była ceniona w gronie „współwakacjujących”.

No dobrze, a bajka jest taka:

Był sobie jeżyk, który chciał się pozbyć igiełek.Uważał, że niektórzy się go przez te igiełki boją i że taki najeżony nie jest ładny. Miał już tych igiełek stroszących się nie wiadomo po co powyżej uszu, bo przecież nawet jabłka się na nie nabić nie dało. Więc po co one? Jak je poskładać, żeby leżały grzecznie na grzbiecie i nie odstraszały kompanów do zabawy? A może trzeba je powyrywać? Oj, to by chyba bolało, ale jeżyk naprawdę miał dość.  Podpytywał o  igły tych, do których miał zaufanie. I kiedyś usłyszał opowieść o innym jeżu, który nastawiając igiełki dla własnej ochrony, uratował też jakieś małe zwierzątko, to chyba była myszka, przed trafieniem na czyjś obiad. A na koniec takie pytanie : ” jeżyku, ale gdybyś pozbył się igiełek, czy byłbyś nadal  sobą?”  Zgadnijcie sami, czy jeżyk pogodził się ze swoją kolczastością.

O warzywach strączkowych i skakaniu

DSC00130

 

Zdarzyło się komuś wśród plażowego ekwipunku nieść garnek z bobem lub fasolką? Ugotowanymi dodajmy, choć to oczywiste. No właśnie to się nazywa wolność. Można czas spędzić na plaży z dostępem do smażalni lub baru, a można wędrować przez las na plażę z garnkiem bobu. I tak jest dobrze, i siak jest dobrze.

To teraz historia o skakaniu. Był sobie ogród na tyle duży, że udało się w nim wygospodarować świetne miejsce na skoki w dal- szeroka ścieżka z zagonkami z marchewką po jednej i winoroślą po drugiej stronie. Zabawa była, jak to kiedyś mawiano, pyszna. Córki skakały a tatuś sędziował. Dobry czas. A obok był ogród, w którym nie było miejsca na skoki w dal, ale był tatuś, synek i córka. Tatuś poskrobał się w głowę i już po chwili dzieci skakały, a tatuś sędziował. Tym razem skoki wzwyż. A obok były inne ogrody, i tatusiowie, i dzieci. I tatusiowie mogli sędziować, a dzieci skakać, chlupać i biegać. Dobry czas, gdy jeden pomysł przeskakuje z ogrodu do ogrodu.

Jabłonka

DSC00024

Rosła kiedyś jabłonka, dawała jabłka żółte w prążek jak piżamka. Objadały się nimi dzieci i robaczki, bo to w naturze było, a w tej dzieci i robaczki nie przeszkadzają . Jabłonka miała jedną gałąź fantastyczną, na której tak do trzydziestu kilo człowieka siedziało wygodnie, a bywało, że wisiało albo się huśtało na huśtawce z liny i deseczki a czasem z opony. W naturze nie każda jabłonka wydaje owoc. Ale każda jabłonka daje cień. Tylko nie można nieowocującej jabłonki męczyć, przycinać, żeby rodziła. Niech rośnie taka jak jest- i ptaki się nią cieszą, i robaczki, i dzieci. Piękna jesteś jabłonko.

A co się stało z tą, która owocowała? Już jej nie ma, ale …. w ogrodzie są dwa drzewka, wyrosły z pestek wyplutych przez dzieci. Nikt drzewek nie wspomagał. Jedno daje owoce żółte w prążek jak piżamka, a drugie daje cień.  Bo w naturze wszystko jest możliwe i wszystko ma swoje miejsce.

Porzeczka albo jeszcze inny początek

DSC00022

 

Było tak. W ogrodową przestrzeń jadalną powróciły po wielu latach czarne porzeczki. Wyrosły dorodne krzaki i zapowiadały się niezłe owoce. I wtedy porzeczkę zaatakowało coś. A że się chemii unika, to trzeba było cosiowi zaradzić ręcznie. Listek po listku wszystkie zaatakowane się obrywało, ale gałązki porzeczki kruche są i się jedną złamało. Żal wyrzucać zieloną gałązkę, niech posiedzi parę dni w wazonie. Zadomowiła się i ukorzeniła, a owoce nie opadły, tylko zaczęły dojrzewać. Ale heca? Nie, taki ogród, w którym ukorzeniają się patyczki wtykane jako podpórki dla fasolki,  pestki zgubione w drodze na kompost wyrastają w melony na ścieżce, nawet palma daktylowa z kompostu trafiła na salony. Może warto siać i sadzić… wszędzie…