Ametyst na nóżkach ( taki telewizor) przyciągał historyjkami i piosenkami- wśród nich ta o jeżyku, który śpiewał „To futerko jest lepsze, to futerko mieć wolę, bo igiełki mocniejsze chronią mnie. Kolejne pokolenie recytowało:” na ulicy leży jeżyk, będzie płaski jak talerzyk”- fragment rymowanki dla przyszłych kierowców. I jeszcze były jeże prawdziwe- jeden uratowany w czasie wielkiej nocnej wyprawy, bo wpadł do dołu na śmieci, a drugi przyniesiony w metalowej misce do domu, postawiony na stole strasznie się trząsł- jak się okazało nie ze strachu, ale za sprawą ogromnego stada pcheł między igiełkami. Ten widok raz na zawsze zakończył marzenie o własnym jeżu, rozbudzone lekturą książki Ewy Szelburg- Zarembiny „Przez różową szybkę”. No i okazało się, że jeżowi nie da się nabić jabłka na igiełki- taki obrazek możliwy tylko na kalkomaniach zdobiących rower „Olimpia”- przejażdżka nim wysoce była ceniona w gronie „współwakacjujących”.
No dobrze, a bajka jest taka:
Był sobie jeżyk, który chciał się pozbyć igiełek.Uważał, że niektórzy się go przez te igiełki boją i że taki najeżony nie jest ładny. Miał już tych igiełek stroszących się nie wiadomo po co powyżej uszu, bo przecież nawet jabłka się na nie nabić nie dało. Więc po co one? Jak je poskładać, żeby leżały grzecznie na grzbiecie i nie odstraszały kompanów do zabawy? A może trzeba je powyrywać? Oj, to by chyba bolało, ale jeżyk naprawdę miał dość. Podpytywał o igły tych, do których miał zaufanie. I kiedyś usłyszał opowieść o innym jeżu, który nastawiając igiełki dla własnej ochrony, uratował też jakieś małe zwierzątko, to chyba była myszka, przed trafieniem na czyjś obiad. A na koniec takie pytanie : ” jeżyku, ale gdybyś pozbył się igiełek, czy byłbyś nadal sobą?” Zgadnijcie sami, czy jeżyk pogodził się ze swoją kolczastością.




