Lepiej myśleć, że coś dobrego jest, niż że tego nie ma. Jeśli na końcu okaże się, że nie ma, to żadna strata, bo nic to absolutne nic, a jeśli okaże się, że jest, to głupio byłoby się zdziwić i coś stracić. Jakoś tak to szło, prawda Panie B. P.?
Człowiek od zawsze wie, że coś jest. Że nie może być kresu ot tak. Pstryk i nie ma. Jakoś to coś sobie wyobraża – tu i teraz, kiedyś i tam.
Na tyle , na ile pozwala mu stan rozeznania i poznania. I tak jak wielki jest jego świat, tyle może uruchomić wyobraźni. Widzi górę, z tej góry rządzi ktoś , a na kres płynie się łodzią przez rzekę. Albo widzi wiele drzew, wśród których dzieją się dziwy i znajdują odpowiedzi na wszystkie pytania. A na kres unosi ogień. Albo jest ktoś, kto patrzy we wszystkie strony świata albo ktoś, kto przestawia człowieka jak pionek na planszy albo jak marionetkę.
I nagle jest cisza, lekki wiatr, promień słońca, błysk gwiazdy, noc. I jest zwyczajnie, bez fajerwerków. W tej ciszy przychodzi Ktoś. Mówi, że Jest. I mówi, że tylko Miłość. Aż po kres, by pokonać kres. I żeby było Zawsze. Raz na zawsze!
A to wszystko w jednym obrazie na materiale tak nietrwałym, że nie ma prawa już być, a jest. Na nim wszystko: kobieta, wstążka, księżyc, gwiazdy i wąż. I całość staje się jasna dla tego, kto patrzy. A, jeszcze są oczy. Niezwykłe.
I róże, których nie powinno być, a są.
Jest prawda. Tyle! Jeśli tylko chcesz.
