Traf i Skarb – opowiastka dla psiarzy

Dawno, dawno temu, przy dźwiękach rzeki spotkali się Rzunia i Seler. Na nadwarciańskich łąkach nic o tym nie wiedziano.

Jesienną porą  z szumiących mazurskim wiatrów szuwarów wyłonił się czteroogoniasty skarb. Dobre wróżki – matki chrzestne kiwały z uśmiechem głowami: będzie z was pociecha. Już zapisuje się kolejna strona wspólnej historii wróżek i corgi. Na nadwarciańskich łąkach i o tym nie wiedziano.

Przyszły porządne  mrozy, nadwarciańskie łąki wcześniej przysypał śnieg. Szczęśliwy Traf spoglądał w oczy swojej wróżki. Już czas, czas na mnie- mruczał sennie.

– Ale jak to? Już? Teraz? Naprawdę?  – wróżka strzepywała niewidzialne okruchy z lila sukienki, skupiając na tym całą uwagę, żeby Traf nie zauważył smutku kryjącego się w oczach.

-Sama mówiłaś, że mogę odejść, gdy będę gotów. Przecież zawsze wiedziałaś, że ten czas nastąpi.

– No tak, ale …. – co tu było mówić. Wróżki także nie lubią rozstań takich na zawsze, choć wiedzą, że nie można ich uniknąć.

Mróz ustąpił, śniegi nad Wartą zniknęły, zniknął Szczęśliwy Traf.

Wróżka jak to wróżka dała czasowi czas. Czekała ona i czekały wszystkie zadania, które wróżki i corgi wykonują od wieków.  Zrobiło się cicho.

Tymczasem w szumiących szuwarach ciszy nie było ani trochę. Podjadanie, podgryzanie, odkrywanie świata. Próbowanie, ile mi wolno. I doświadczanie skutków, gdy jednak nie wolno. A przy tym najmniejszego przeczucia, dokąd to doprowadzi. Nad wszystkim czuwały wróżki- matki chrzestne, jak to zawsze w opowieściach bywa. Choć i one jeszcze nie wiedziały, co i jak, bo wróżki wiedzą dużo, ale nie wiedzą wszystkiego. I bardzo dobrze, bo też lubią niespodzianki.

Między mazurskimi szuwarami i nadwarciańskimi łąkami wędrowały wiatry. Może to one splątały losy zwierzaka i człowieka, porywając siwy włos wróżki i związując go z mięciutkim kłaczkiem szczeniaczka? A może przyniosły do ucha wróżki senne psie westchnienie, w drugą stronę pofrunął głos i wrażliwy corgisiowy radar wyłapał powtarzane: „chodź do mnie, chodź”? A może to Szczęśliwy Traf użył swoich wpływów i nowych mocy?

Na drodze do ciągu dalszego pojawił się zły wiatr. Nie ten szumiący w szuwarach, nie ten  przesypujący piaski na nadwarciańskich łąkach, ale ten z gatunku złośliwych: zrywający dachówki, hulający na polach, kładący w poprzek drogi drzewa i słupy. Odstraszający podróżnych, ale nie tych, których zadaniem jest dopisać do wielkiej księgi corgi i wróżek kolejną kartę.

I tak oto zaczyna się opowieść o Trezorku z Szumiących Szuwarków. Będzie się działo? Na pewno!

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *