Po parafialnym spotkaniu ze świętymi usiadłam sobie z dobrą herbatą w kubku i ciastkiem i zaczęłam się zastanawiać nad listą moich ulubionych świętych. Pierwsze miejsca zajmują ci, którzy towarzyszą mi od dzieciństwa poprzez dwie książki. Pierwsza to owinięta w pakowy papier z nadanym kolejnym numerem, stojąca na półce u mojej Babci- matki chrzestnej w zasięgu wzroku kilkulatka. Naprawdę nie pamiętam, kiedy na nią zwróciłam uwagę, mam wrażenie, że była w moim życiu zawsze. Może Babcia czytała mi fragmenty, nie wiem, ale pamiętam własną lekturę najpierw historii z dzieciństwa Teresy, a potem już całych „Dziejów duszy”. Tłumaczenie było takie dawne, może nieco rzewne, ale bardzo mi się podobało. Potem pojawił się „Żółty zeszyt”, a na końcu poezja najpierw w wersji oryginalnej. Ostatnio zachwyciło wykonanie tej poezji przez poznański zespół „Arete”. Lubię w Teresie jej dziecięce „wszystko”. Jej wchodzenie do ojca krok po kroku, jej bycie małym ptaszkiem i piłką dla Jezusa. Nie, to nie jest rzewne i nawiedzone( poczytajcie „Dzieje duszy” w nowych tłumaczeniach), to jest naturalne i proste. Bardzo zwykłe i bardzo niezwykłe. Przepadam za zdjęciem piętnastoletniej Teresy uczesanej w kok- tak jechała do papieża po zgodę na wstąpienie do Karmelu- myślę o jej niesamowitej determinacji. To tyle o Teresie.
Na białym metalowym regale zajmującym całą ścianę pokoju w starej kamienicy stała sobie niebieska książka z granatowym płóciennym grzbietem : „O Janku przywódcy młodzieży” Marii Kączkowskiej. Ile razy ja tę książkę przeczytałam, wciąż zachwycając się jej „starodawnością”! I polubiłam św. Jana Bosco niesamowicie. Jedną z moich większych radości była wizyta w Turynie dopiero kilka lat temu- odchodzić mi się nie chciało od pamiątek ze świętym związanych( jego strój np.). I jest on na pewno patronem wszystkich moich działań z dziećmi – chciałabym porządnie zabrać się za jego „słówka” wszelkie.
Trzecia osoba, która jest mi bardzo bliska to święta Teresa z Avila. Tę poznałam jako studentka i to… we Francji przez przyjaciół. Teresa to kobieta z krwi i kości, twarda i konkretna, która działała niesamowicie będąc w wieku 50+. I to mi się podoba niezmiernie. Pierwsze skojarzenie z Teresą to definicja modlitwy jako „przyjacielskiego obcowania z Bogiem”.
Dalej chyba jest miejsce św.Pawła- ze względu na oścień i charakter, to, że się robi to, czego się nie chce i to, że się bierze udział w zawodach do końca. Jest też św. Faustyna, z którą łączy mnie pewna data, a do „Dzienniczka” musiałam dorosnąć. Dziś niektóre teksty wracają z muzyką Zbigniewa Małkowicza, w interpretacji jego żony Marzeny.
A z tych, którzy czekają na uznanie świętości fascynuje cesarzowa Zyta.
Lubię czytać o świętych, lubię poznawać ich prawdziwe historie, nie takie lukrowane. Ostatnio w związku z kanonizacją św. Zelli i Ludwika Martinów- rodziców św. Teresy, miałam pełen przegląd pisania o tej parze. I tu jest najlepszy moim zdaniem tekst : https://gloskarmelu.pl/?p=2441 . Dobrego czytania i spotkań z ulubionymi świętymi.
