Jak to ze stratą bywa

Właściwie to dziś miało być o kubku, który wyczyszczony od wewnątrz, stanie się czysty i na zewnątrz, ale … nie będzie.

Boi się człowiek  utraty. Najpierw tego, co materialne, żeby tylko nie ukradli… Roweru pozostawionego przed muzeum czy na brzegu jeziora na przykład. Żeby nie okradli…. Domu pozostawionego na wakacyjny czas. Żeby tylko nie zgubić- biletu, portmonetki, cennego zdjęcia. Żeby tylko nie stracić –  twarzy  w konflikcie, dobrego imienia w zaangażowaniu i wyrazistości, nie wiadomo czego w bliskiej relacji. Człowiek się boi, a i tak traci. Bo tracić musimy. Posiadanie czegokolwiek ma wpisaną możliwość straty tego czegoś i już. Pamiętasz, miseczka, prezent, jeden z ulubionych przedmiotów, gdy wyślizgnęła się z rąk, nic już nie było do zrobienia, by powstrzymać zetknięcie z kafelkami, na których rozprysnęła się w kilka kawałków. Czy tylko dlatego, że mogła się stłuc nie warto jej było mieć?

Obecność zwierzaka w domu. No cóż, nie towarzyszą nam z reguły do końca życia. Czy strach przed ich utratą ma nas pozbawić godzin spacerów, na które nikt by nas nie wyciągnął inaczej, wiernych spojrzeń w każdej sytuacji, ciepła futerka na kolanach?

Spotkanie z drugim człowiekiem, myślałeś przyjaźń, miłość czy coś. Sypnęło się… Budowanie relacji ma wpisaną możliwość utraty.  W przeciwieństwie do miseczki da się czasem posklejać to, co się rozsypało. Potrzeba odwagi, chęci i wiary, że warto. Czy strach przed tym, że można kogoś stracić, sprawia, że angażowanie się jest bez sensu?

Kręcisz głową, ale … tracenie nie jest przyjemne … No nie jest …

To teraz rozszerzenie:

Kwarantanna poszczepienna zakończona. wolnego zwierzaka nie zamkniemy na zawsze w domu. A jeśli ucieknie? No to ucieknie i zobaczymy co dalej. Niełatwo było wypuścić rudzielca do ogrodu ze świadomością, że w tych wszystkich kącikach, zakamarkach i kryjówkach znaleźć go jakby co, to będzie wyzwanie. Najpierw próba niespuszczania go z oka. Doświadczeni kociarze nie śmiać się w tym miejscu. Potem wytrzymywanie kwadransa bez sprawdzania, gdzie to stworzenie polazło.  No i jakoś poszło. Nagrodą za  pogodzenie się z możliwością straty rudego są póki co jego pokazy akrobacji nadrzewnych i sprawdzanie co jakiś czas, czy jestem jeszcze w miejscu, w którym mnie zostawił. A jeśli sobie pójdzie? To jest wliczone w naszą wspólną historię. Jak każda strata, każde odejście. Takie jest życie i już.

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *